O wyższości…

Dlaczego niektórzy twierdzą, że nie lubią literatury science-fiction, bo jej „nie rozumieją”? Dlaczego wizja nierzeczywistego świata jest nierealna do tego stopnia, że wręcz uniemożliwia komuś traktowanie tej części literatury poważnie? Czy problem tkwi w odizolowaniu fantastyki od rzeczywistości nam znanej? Czy może w umyśle czytelnika?

Odrzucę na moment poprawność polityczną – jest ona zresztą zdecydowanie przereklamowana. Zapytam wprost: czyżby ludzie stroniący od fantastyki byli zbyt opatuleni w wygodne schematy, które są im wpajane? Czy może są wręcz zbyt ograniczeni w swoim pojmowaniu; tak bardzo, że obecność ultranowoczesnych technologii, nieznanych nam relacji społecznych sprawia, że nie dostrzegają głębszych wartości?

Tak. Zapewne tak jest. Nie będę bawił się w psychoanalityka i nie będę roztrząsał dlaczego. Napiszę tylko, co sprawia, że fantastyka jest ponad literaturą… no właśnie, jaką? „Zwykłą”?

Sam fakt czytania, sięgania po czyjeś zapiski i poznawania historii nam obcych, jest formą rozrywki. Formą o tyle szczególną, że anagażuje odbiorcę intelektualnie bardziej niż cokolwiek innego. Dlatego też zazwyczaj stawiamy pisarzom wyższą poprzeczkę niż muzykom, reżyserom, aktorom. Bo jeżeli mamy spędzić kilka godzin albo i dni nad jakąś historią, to niech ona będzie wyjątkowa. Niezwykła…

I tutaj dochodzę do sedna. Nie widzę sensu czytania historii „możliwych”, „prawdopodobnych”, albo – o zgrozo – „prawdziwych”. Od poznawania tego typu relacji są gazety, dzienniki telewizyjne, rozmowy ze znajomymi. Zresztą takie poznawanie jest czynnością czysto pragmatyczną; ona służy zawsze „czemuś”, co jest dalekie od rozrywki. „Fikcja prawdopodobna” nie jest warta zainteresowania również z tego względu, że to tak naprawdę ani fikcja, ani prawda. To taka literacka świnka morska.

A science-fiction? Daje czytelnikowi to, czego nie da żaden inny gatunek. Pokaże mu co by było, gdyby eksploracja kosmosu była czymś codziennym, gdyby ludzie i roboty byli sobie równoważni, albo gdyby udało się zachwiać u podstaw isniejące normy społeczne. Zagłębiając się w fantastykę odkrywamy to, czego nigdy nie doświadczymy. Czytając „zwykłą” literaturę tracimy czas na poznawanie tych samych historii, tych samych schematów i zachowań. Po co?

Fantastyka ma jeszcze jedną przewagę nad resztą sztuki. Wznosząc się na swoisty metapoziom realiów, pozwala na nie spojrzeć z perspektywy nigdzie indziej nieosiągalnej. Sprawia, że poznajemy ludzkie (i nie tylko) możliwości, ograniczenia, postępowania, których nigdy nie będziemy mieli okazji doświadczyć. Ale to już kwestia na osobny wpis. Albo i książkę. Fantastyczną oczywiście.

0 thoughts on “O wyższości…

  1. Pięknie to ujmujesz, ale rzeczywistość jest bardziej brutalna, przynajmniej w moim przypadku. Mój umysł jest zbyt prosty na SF, nie umiem się oderwać i uwierzyć w to, co czytam.

    Jeśli jesteś w stanie polecić jakąś lekturę dla takich umysłów, jak mój (nazwijmy to delikatnie – początkujących), to będę wdzięczna.

  2. Moze cos Bułyczowa? Wielu „sceptyków” właśnie od niego zaczynało. Polecam cykl opowieści o Wielkim Guslarze.

    Mozna tez zaczac od czegos, gdzie fantastyka ledwo co sie wkrada, a potem stopniowo „zwiekszac dawki”. Moze „Trace cieplo” Orbitowskiego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *