Tajemnica życia

Podobno nic nie trwa wiecznie. Wieczna jest przyroda, wszechświat, czas – one nie przemijają, choć są tylko ogólnikami i nie odnoszą się konkretnie do żadnego sprecyzowanego zjawiska. Kiedy zapytałam bliską mi osobę, co według niej jest wieczne, ta odparła: śmierć. Śmierć? pomyślałam.

No tak, śmierć, kolejny niematerialny, abstrakcyjny ogólnik, którego nie można przypisać do konkretnej rzeczy, jaką moglibyśmy ująć w ręce. Szukając czegoś nieśmiertelnego, musiałam zaakceptować fakt, że jak dotąd dużo bardziej światłe ode mnie umysły usiłowały to zrobić i zawsze dochodziły do jednego wniosku: nic po prostu nie jest wieczne.
Nic prócz, rzecz jasna, abstrakcyjnych i ogólnych zjawisk. Myśląc o nich, doświadczyłam wielkiego odkrycia, które zaskoczyło mnie samą. Znalazłam zjawisko, które dotyczy każdego człowieka na świecie, każdego dnia, po kilka razy dziennie. Bo śmierć wszak przychodzi do nas raz – a to, co zrozumiałam, towarzyszy wszystkim ludziom niemal nieustannie przez setki, tysiące lat.
To czekanie.
Ciągle czekamy na coś lub na kogoś. Rano, aż woda się zagotuje, a kawa wystygnie na tyle, żeby można ją było wypić. Na to, aż wanna po brzegi wypełni się wodą, na odżywkę, którą wreszcie można spłukać z włosów po minucie lub trzech. Czekamy na audycję w radiu, na zielone światło, na to, aż samochód przejedzie, a my bezpiecznie przejdziemy na drugą stronę. Na panią, aż ustąpi nam miejsca zanim wejdziemy do sklepu, na towar i resztę. Na windę. Na wypłatę, na pełen bak w samochodzie, na dziecko, które skończy zajęcia. Dziecko czeka na rodzica, aż ten wróci z pracy. Poczeka jeszcze chwilę, bo mama lub tata czekał, aż wreszcie będzie mógł skręcić w lewo na ruchliwej ulicy i aż zwolni się miejsce parkingowe. Czekamy na film, wiadomość, list. Czekamy aż osoba naprzeciwko nas skończy swoją opowieść, aż mąż wróci z pracy, aż zupa się ugotuje albo kelner przyniesie wymarzone danie.

Czekamy na lepszą pogodę. Na wiadomość, która nigdy nie nadejdzie. Na romans, gdy przestało wystarczać to, co jest do tej pory. Na spokój i trwały związek, kiedy skakanie z kwiatka na kwiatek stało się męczące. Czekamy na miłość. Wielką i piękną. Na pierwszy pocałunek i pierwszą wspólną noc. Na sukces, na nadzieję, na poprawę losu, na lepszą pracę. Na to wszystko, co nigdy się nie wydarzy – wpatrzony w nas wzrok wyśnionej osoby, na którą w domu czeka mąż lub żona. Na podwyżkę w firmie, która prędzej zbankrutuje niż wypłaci swoim pracownikom złotówkę więcej. Na piękne odbicie w lustrze, choć wiadomo, że nikomu lat nie ubywa.

Wiadomości nie przychodzą, odbicie zaczyna przerażać, miłość przemija. A wtedy, gdy nie ma już nic, czekamy na jedno – na spokojną, cichą śmierć, która zabierze nas tam, gdzie już się na nic nie czeka.

Poznałam tajemnicę życia – rzecz wieczną i stałą. Wierną człowiekowi, bystrą jak strumień i potężną jak huragan. Przerażającą i dziką. W tej chwili sama czekam na co najmniej trzy, cztery rzeczy… Jak i ty, ty i my wszyscy razem wzięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *