Z Pamiętnika Poststudenta

Skradał się cicho ku moim drzwią, dobrze ukryty pod szarawą peleryną. Chował się w cieniu ścian, mebli i zasłon, zacierając wszelkie ślady swojej obecności. Czekał na moment, by pochwycić mnie w sidła, otoczyć kordonem niepewności i strachu. Czaił się niczym myśliwy ukryty w zaroślach, przypatrując się niczego nieświadomej zwierzynie… Chaps! Wnyki się zamknęły. Opadła zasłona. I tak o to znalazł mnie rok 2010. 365 dni planowania jak przetrwać to, co nieoczekiwane.

Jak zaznaczyłam na początku, całe to wydarzenie było dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. Rok 2009 wydawał się być juz wpisany w mój kod DNA. Tak wiele rzeczy Ojciec Czas wpakował do mojego kalendarza, że zgubiłam poczucię stabilności i dałam się nieść prądowi wydarzeń. Krótkie kursy przeplatające się z egzaminami, składanie papierów na studia, wyjazd na wakacje, nalot na dom, żąglowanie tłumaczeniami, rozpoczęcie szkoły, walka z projektami, egzaminy no praca i praca poza praca- jak na prawdziwego pracoholika przystało. Do tego doszło znęcanie się nad chłopakiem – niech wie, jak go kocham – , spotkania towarzysko-kulturalne jak i regularne ostatnio wizyty u dentysty. Te ostatnie tak mi się spodobały, że rezerwowałam je już ciągiem. Koniec końców, dentysta przestał szukać mojej karty, bo znal historie ‘mojego uśmiechu’ na pamięć. Zakładam, że Mona Lisa mogła mięć podobne przeżycia. Zabawne, jak łatwo jest zagubić się we własnych klockach Lego. Wypełniamy rzeczywistości listami, żółtymi kartkami i grafikami, byleby tylko nie przeoczyć tej jednej ważnej rzeczy do domu, pracy lub szkoły. Wiążemy guzły na chustkach i krawatach by pamiętać, aby nie zapomnieć o pamiętaniu, do czego się ten supeł odnosił. Pijemy syczące wywary, łykami piguły, faszerujemy żołądki płynami, które pozwolą nam wypełniać obowiązki, zobowiązania narzucone nam przez kogoś lub siebie samych. A i tak, pod koniec dnia, okazuje się, że brakuje nam klocków. Może Azor je zżarł…  A może Kloto je zwędziła…

W Sylwestra spisałam postanowienia na kolejny rok. Z nadzieją w sercu, że może nareszcie któreś zrealizuję. Włączyłam radio i wsłuchiwałam się w rozmowy speakerów. Chciałam wiedzieć, kiedy należy otworzyć butelkę szampana i świętować. Każdy element zgodnie z formułą sylwestra, jaką stworzyłam sobie w ciągu lat. I wszystko poszłoby według tego schematu, gdybym nie spojrzała przez okno. Zobaczyłam śnieg gęsto pruszący na dachy pobliskich domów. W Dublinie!!! Trzeba było widzieć uśmiech wykwitający mi na twarzy. To wystarczyło. Wzięłam butelkę, spakowałam faceta do torby i wyszłam z domu. Na spotkanie z nieznanym mi rokiem 2010, świętując z fajerwerkami i korkami butelek ludzi niecierpliwych jutra. Bez listy, bez zobowiązań, bez klocków. Kartka z postanowieniami spaliła się w garnku – mało majestatycznie, ale nie ma kominka. Czasami magia chwili wystarczy by osiągnąć to, czego naprawdę się chce. Czasami ta chwila przypomina, że w życiu jest miejsce nie tylko na klocki i bryły.

Szczęśliwego 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *