A puttom wciąż uszczerbiają się nosy… Subiektywny portret miasta.

Są miasta niczym księżyc mające dwa oblicza. Pocztówkowe, jasne fasady, zachwycające odremontowanymi obliczami dawnych świetności, kryją przed ciekawskim wzrokiem przyjezdnych, a i niezbyt dociekliwych mieszkańców swą stronę ciemniejszą – ciasne klatki schodowe, podwórza po których harcują koty, a nigdy prawie promienie słońca, ciemne, wąskie uliczki, gdzie wiatr świszcze i hulają opadłe liście.

bez tytulu 156

Ostre zęby czasu rządzą się tam swoimi prawami, nic sobie nie robiąc z rzesz turystów fotografujących się tłumnie pod pomnikiem Kopernika. Smutne putta z podbitymi oczami, farba łuszcząca się im z rumianych niegdyś pulchnych policzków, nie czekają na zdjęcia, bo kto by zapuszczał się w nieznane, gdy dokoła kuszą witryny sklepów, gwarne knajpy i rzesze ludzi tłoczących się po Szerokiej w te i wewte, tak, jakby nie było gdzie indziej ciekawszych miejsc.

podgorna4
Są miasta, w których – gdy dobrze się wsłuchać w opowieści starych kamienic – czas stoi w miejscu, zastygły niczym rodzinna fotografia prapradziadków. I trudno by tam dostrzec nasz XXI wiek, gdyby nie przemykający raz na jakiś czas samochód czy jakaś sklepowa witryna podświetlona krzykliwym neonem. Wolno suną tramwaje, odbijając się echem od wysokich fasad kamienic, starzy ludzie o twarzach niczym księgi wyprowadzają swoje psy na ulice, gdzie nie ma trawników. I zdawać by się mogło, że to smutny krajobraz. Wystarczy się wsłuchać, nagrodą jest podróż w czasie, podróż niezapomniana, fascynująca. Podróż po mieście magicznym, wcale nie kopernikańskim.

bez tytulu 0199
Pięć lat spędzone w Toruniu każdego dnia utwierdzało mnie w odczuciu, że zostało mi dane to, co dziś tak rzadko można dostać – że można powoli, nie goniąc za niczym, przechadzać się starymi, zaniedbanymi ulicami mojego ukochanego miasta nie rodzinnego, miasta z wyboru, i można podróżować w czasie bez wehikułów czy zderzaczy atomowych. Że wystarczy patrzeć i słuchać uważnie, przyglądać się ludziom, oknom, kamienicom, by cały ów nieznany Toruń, mógł, niczym  baudelaire’owski Kraków Boya Żeleńskiego, zaświecić fosforyzującymi jak u kota oczami . Nie, Toruń nie jest krakowski – to przecież zupełnie inne historie. Ale nastrój na poły dekadencki, poetycko-nostalgiczny, miejscami turpistyczny – ach, gdyby krakowska bohema końca XIX wieku mogła znać dzisiejszy Toruń…

chełmińska
Historia była dla miasta łaskawa – zniszczenia, jakich doświadczyło, nie były duże. Mozaikowe posadzki z łacińskimi inskrypcjami, witraże z barwionego szkła łączone tradycyjnie ołowianą ramką, gdzieniegdzie cerowane zgiętymi niedawno drutami, freski na klatkach schodowych, dziś popisane przez miejscowych dresiarzy. Tyle lat czas była dla miasta łaskawy, a nam teraz jakby brak szacunku. Zaniedbane kamienice, cicho wołają o pomoc, o szacunek. Niewiele się o to dba i chyba niewiele mówi.

bez tytulu 1633

Zakochana na zabój w XIX wieku i w Toruniu, przechadzam się z aparatem po tym dzielnicach,  gdzie nikt nie myśli o ratowaniu niszczejących zabytków i gdzie każdy fresk jest traktowany jak dobry podkład pod chamskie teksty lokalnych wandali, gdzie każda zdobna płaskorzeźbami brama służy miejscu spotkań tubylczych, nie mających co robić z czasem. Gdy chodzę tak po moim magicznym Toruniu z aparatem fotograficznym, młodsi przystają czasem i patrzą, zastanawiając się pewnie co ja tam widzę, że przecież jakaś obdrapana fasada nie zasługuje na zdjęcie.

chełmińska3

Starsi przystają, patrzą w milczeniu, a gdy już zrobię zdjęcie, podchodzą, zaczynają rozmowę. Opowiadają o sobie, o historii. Dziwią się. „Pani taka młoda i się takimi rzeczami zajmuje… żeby tak więcej takich… To przecież kamienica, która ma sto dziesięć lat, to stara…” powiedział mi kiedyś staruszek z psem. Mieszkał tam wiele lat, od małego chyba. Dużo opowiadał. Kundelek się niecierpliwił, a za bramą włóczyli się bez celu klnący jak szewc dresiarze.

grudziadzka
Niektóre z tych budynków żyją już tylko na zdjęciach, niektóre zdążyłam sfotografować, póki jeszcze były. Pamiętam zwłaszcza dwa: stuletnia willa w centrum miasta, witraże w oknach. Grudziądzka to centrum miasta. Przychodziłam często patrzeć na nią. Coraz więcej powybijanych okien, w końcu tabliczka z informacją  o złym stanie technicznym i groźbie zawalenia się budynku. Potem nagle pojawiło się ogrodzenie wokół smutnego szkieletu. Potem i szkielet zniknął. Łza się w oku kręci, chociaż to tylko budynek ani mój, ani niczyj. Właśnie może dlatego że niczyj, musiał czekać na taki los…

6torunskie wakacje 030
Drugi domek stoi jeszcze koło mojego mieszkania. Ot, kilka domków – nic szczególnego –  przytulone do siebie wzdłuż wąskiej uliczki. Do niedawna ta ulica była już peryferiami Torunia. Potem miasto się rozrosło hen aż po dalekie lasy i pola, dawne peryferia zostały wchłonięte, stały się prawie centrum. W jednym w takich domków, małym,  parterowym, krytym dachówką, mieszkała stara babuleńka. Widziałam ją raz czy dwa przed szerokim na kilkadziesiąt centymetrów ogródkiem. W oknach białe firanki, na parapecie zawsze jakiś kwiatek. Maleńki ogródek żył swoim życiem. Potem okna zamalowano białą farbą. Niebawem zabito deskami. Teraz już nikt nie łata wyrwanych desek, przez wybite kopniakiem drzwi wpada do środka śnieg i wiatr. Nie ma już kwiatków w ogródku ani na parapecie. Dom już nie żyje, niebawem przestanie istnieć.

mickiewicza

Patrzę na ten spektakl zniszczenia codziennie w drodze na wykłady. I zawsze robi mi się przykro. Nie wiem, kim była babuleńka, ale pewnie nie chciała takiego końca dla swojej chatki. Więcej jest takich historii, można by o nich napisać znacznie więcej, tylko kto by chciał to czytać, skoro dokoła wszyscy pędzą, a na miejscach starych kamienic rosną niebosiężne biurowce i bloki z m3 dla prawie każdego…

2torunskie wakacje 031
I taka mi się nasuwa refleksja, że historię trzeba szanować, by ona szanowała kiedyś nas. Ale to strasznie górnolotna refleksja. Cóż, „zboczenie” historyka. Jej echem jest druga, mniej patetyczna, bardziej życiowa – my z szarych blokowisk utraciliśmy umiejętność patrzenia na świat inaczej niż tylko pragmatycznie.

chełminska - resztki balkonu

A gdyby tak spojrzeć na stare ulice, na taką Mickiewicza czy Sienkiewicza, jak na starą pożółkłą fotografię, której dalsze być albo nie być zależy od nas. Wyrzucić ją, to zniszczyć kawałek pamięci. Zniszczyć ją, to powiedzieć komuś – już nie jesteś mi potrzebny. Więc dlaczego smutnym puttom wciąż uszczerbiają się nosy, a ozdobne bramy zioną cuchnącą pustką?

Marta Brodowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *