Ssąc pierś

Była bardzo rozżalona. Nie wiedziała, dokąd pójść, gdzie powinna się schronić, u kogo szukać ratunku. Pierwsze, co jej przyszło do głowy, to to, żeby szybko pobiec nad Wisłę, tam stanąć na barierce mostu i runąć do wody jak marzanna; a że działo się to w pierwszy dzień wiosny, skojarzenie nie było niczym zaskakującym. Podskoczyła szybko, by zacząć swój trucht od prawej nogi – nie chciała niczego zapeszać, prowokować sytuacji, z góry skazywać jej na niepowodzenie. Samobójstwo musiało się udać! Nie – w sumie wcale nie chciała, żeby się udało. Chciała tylko zwrócić na siebie uwagę. Pomyślała, że wtedy ktoś ją zauważy, podbiegnie, chwyci za rękę i powie: „Porozmawiajmy! Nie musisz kończyć z życiem! Jestem tu! Razem sprostamy wszelkim trudnościom, pokonamy wszelkie problemy, razem wszystko jest przecież możliwe”.

No tak, tylko że ona od początku nie wierzyła, że taka sytuacja jest w ogóle realna. Ona miała dziś tłuste włosy. Kosmyki kleiły się do siebie, jakby potrzebowały bliskości, tak samo, jak ona. I dlatego pomyślała, że to niemożliwe. Poza tym różowy lakier na paznokciach był do połowy zdrapany, no i zapomniała nałożyć różu na policzki, i kremu pod oczy, i zakryć pudrem dwóch krost na brodzie, i w ogóle… wszystko było nie tak.

Jeszcze rok temu była w świetnej formie. Myślała, że to tylko kwestia czasu, że ktoś gdzieś na nią czeka. Co z tego, że nosiła okulary, a duże uszy starała się maskować pod pasmami blond włosów. Miała jeden niezaprzeczalny atut – były to jej olbrzymie piękne piersi zwisające niczym ciężkie dojrzałe owoce w jesiennym sadzie: soczyste, pełne życia, krzyczące, by je skosztować.

Prawie codziennie stawała przed lustrem, zdejmowała koszulkę i stanik, i chwilę na siebie patrzyła. Następnie nieśmiało kładła na piersi swoje dłonie, sutki ujmowała między palec środkowy i serdeczny, i lekko ściskała. Potem coraz mocniej i mocniej, zaczynała całe piersi miąć rękami, targała się za włosy, odsłaniała swe duże uszy, aż w końcu przestawała panować nad swym szałem – wkładała do ust raz jeden sutek, raz drugi, i ssała, przygryzała, umierała, opadała z sił.

Rano każdorazowo budziła się, leżąc na podłodze z piersią w ustach.

Kiedyś spotkała chłopaka. Był dla niej strasznie niemiły, ale kiedy zobaczył jej piersi, uśmiechnął się szelmowsko, patrząc jej prosto w sutki, i powiedział:

–         He, he, he, buzi, dupci!

Zrobił dziwny ruch ręką, którego ona do końca nie zrozumiała, ale była urzeczona jego uśmiechem… tym, że ktoś się do niej uśmiechnął… Nie mogła go nie odwzajemnić.

Jej nieśmiały grymas podziałał na niego bardzo szybko – wziął ją za rękę, zaprowadził do samochodu marki Polski Fiat 125p i odjechał z piskiem opon. Zatrzymał się przy lesie.

–         Oddasz mi się, króweczko, dobrowolnie?

–         Ale…, że teraz? – zaśmiała się głupawo, by ukryć zażenowanie. – Możesz mi położyć rękę na piersi – wymamrotała w końcu.

–         Króweczko, he, he, nauczyć cię życia?

–         Jak? Gdzie? – i w tej chwili już poczuła, gdzie jest życie. Ale jeszcze się wzbraniała: – Poczekaj, po-ah-cze-ah-kaj!

–         Na co, kurwa, mam czekać? – wyciągnął swoją rękę z jej majtek i ścisnął nią jej dwa policzki, tak że poczuła swój zapach.

–         A będziesz ze mną chodził?

–         Jak się dasz zerżnąć, to pomyślę.

–         Dobrze.

Potem, już w domu, poszła szybko do łazienki, rozebrała się do naga i stojąc przy umywalce, mydliła swój nos i tarła go szczoteczką, pieszcząc jednocześnie drugą dłonią swoje krocze.

Teraz biegła na most. Miała przed oczami znów to najpiękniejsze przeżycie, które już nigdy się nie powtórzyło, choć go szukała latami. I kochała go przez te wszystkie lata, i nienawidziła go za to, że od tej pory ssanie własnych piersi już jej nie wystarczało.

Dobiegła do celu. Przechyliła się przez barierkę. Chciała tylko spojrzeć, jak jest wysoko, ale jej wielki biust przeważył ją i fiknęła w dół, wprost do wody. Gdy opadała na dno, była ona i piersi. Następne, co poczuła, to dotyk obcych ust na jej ustach. Usłyszała męski głos:

–         Porozmawiajmy, nie musisz kończyć z życiem!

Szybko mu przerwała:

–         Dobrze, nie będę, chcesz ze mną chodzić?

Nagle wstała, odchyliła koszulkę i stanik, wyjęła pierś i wsadziła mu sutka do ust. Mężczyzna odepchnął ją, jak tylko złapał oddech, popatrzył na nią przez chwilę i odszedł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *