Afronauta

Afronauta

wielka pusta piaszczysta matka
chciałem rozkręcić jak długopis
prześwietlić z osobna każdą larwę
i zrobić jeszcze kilka innych rzeczy
na które nie starczy życia nam wszystkim

porośnięta językami
baobab babel fatamorgana
las rąk wyciągniętych
spod ziemi po horyzont
pole minowe próźb

nikt nie potrafi tak cierpliwie
bezczynnie tkwić jak twoje dzieci
okaleczone wyuczoną bezradnością
gdy ja pocę się z nudów
zapuszczają korzenie
coraz głębiej

Święta

nie patrz na mnie
że siedzę
popatrz że pędzę
w miejscu biegnę
z miejsca na miejsce
rowerem
po całym mieście

wszystko zamknięte
sklepy urzędy usta i oczy
tylko meczety
tylko kościoły
urzędują w najlepsze
niezamieszkałe ale zawsze pełne
wierzące choć
nie zawsze wierne

a ty masz przecież
na zawsze wykupione
miękkie siedzenie
w multipleksie
koszyk w markecie
na parkingu
zarezerwowane
na wieczność
niepełnosprawne miejsce

Gry planszowe

chmury
są twoje
tu się rozchodzi o niebo

po dwóch stronach stołu
stosy kamieni
brykady
szachownica pozamiatana
szach mat od pierwszego rozdania

zawsze gram czarnymi
to się nabywa od urodzenia
takie upośledzenie
wchodzisz do mięsnego mówisz „gram czarnymi”
i szach
mat wisisz na haku
patrzysz jak cię wybierają
po 5,50 za kilo
a ja bym tylko chciał
dotrzeć do końca szachownicy

wysokie pustynne buty
brną przez biały piach czarnego lądu
jestem pionkiem
do usług
idę po ciebie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *