Magia jest we mnie – część I

Historia ta niezwykłą jest, bo narodziła się z zakazanej miłości dwojga stworzeń tak różnych od siebie, że aż trudno w Nią uwierzyć. Historia miłości, której akcja rozgrywa się kilkaset lat temu w miejscu niezwykłym i niebywale dalekim od rzeczywistości. Tam, gdzie czas roli nie gra, a Ty pamięcią swą nie sięgasz. Gdzie słońce za dnia świeci radośnie, a nocą księżyc zaogniony spędza sen z powiek i tam, gdzie szum drzew i śpiew ptaków przeraża, a barwy swą intensywnością rażą oczy. Gdzie świat zatraca się pomiędzy magią, a rzeczywistością. Bo magia jest we mnie… – to były pierwsze słowa, które powiedziała, by poruszyć zimne oblicze jego twarzy, gdy jej usta wyznawały mu miłość, o której usłyszeć miał cały świat…

Magia – tą dziedziną zajmował się przecież od dziecięcych lat. Zaraz po tym, jak po śmierci matki trafił pod opiekę kobiety, która wykryła u Niego tajemnicze zdolności. Zastanawiał się, co urzekło tak piękną kobietę w jego osobie. Był przecież w podeszłym wieku, dość tęgiej postury i nie miał w sobie nic pięknego, a tak mu się przynajmniej wydawało. A jednak Sar… -roześmiał się w duchu. Bo na imię miał Sarakin.

Życie go nie rozpieszczało. Od zawsze tytułowano go bohaterem, choć wrodzona skromność kazała mu zaprzeczać. Nabrane po drodze doświadczenia i przykre wspomnienia nauczyły go, by nie ufac nikomu poza sobą. Mimo że mówiono o nim wiele, on tylko wzruszał ramionami, a w jego stalowych oczach wyczytać można było jedynie ból. Raz tylko, gdy ktoś stwierdził, iż w swych wędrówkach nieszczęśliwie zakochał się w wampirzycy, z jego oczu zionęła pustka.
Teraz to nie będzie łatwe -mruknął sam do siebie- Tym bardziej teraz – wyszeptał i popatrzył z tęsknotą na odległe mury miasta, w którym mieszkała.

Ona zaś, spacerując brzegiem morza, zastanawiała się jak zdobyć serce tego, o którym marzy. Wszak widziała go tylko kilka razy. Ostrożnie stawiała małe stopy na rozgrzanym piasku, by nie zaplątać się w poły sukni. Uwodzicielska Lineanne, której blask jasnej skóry odbijał promienie słońca, a długie czarne włosy co i rusz rozwiewał podmuch wiatru. Uroda była jej atutem, przyciągała mężczyzn jak magnes na długo zapadając im w pamięć. Bo magia jest we mnie… – wyszeptała sama do siebie.

***
Hecatomb od zawsze było  rajem dla kupców, artystów i rzemieślników. Poznać to można było od razu, przekraczając bramy tego miasta. Na głównym rynku panował tłok i gwar nie do opisania, przeplatany zapachem drewna i stukotem młotów kowalskich, a idąc alejkami w głąb, spotkać można było malarzy w skupieniu szkicujących coś na swoich płótnach.Pracownia Lin mieściła się w małym budynku na skraju głównej alei. Niby zwykłe pomieszczenie ze składzikiem z boku, w którym leżały drwa cisu, wiązu i sosny poukładane jedno pod drugim, a jednak nie przeszedłbyś obojętnie. Poczuj ten zapach.
No Lin… -powiedziała cicho- czas zacząć… -chwyciła dłuto w dłonie  i siadła by zrobić strzały. Czy jedna z Nich trafi w serce zimnego Maga?

Może będzie szansa zobaczyć Księcia raz jeszcze -mruknęła sama do siebie.
Ale zaraz…-rzuciła dłutem – Zdaje się, że drew mi zbrakło i aż głupio poprosić o więcej… – zachichotała na samą myśl o tym, co przyszło Jej do głowy. Chwyciła zwój pergaminu i pióro w dłoń, by nakreślić szybko kilka słów, które mogły mieć ogromne znaczenie. Napisała kilka zdań i ze śmiechem na ustach rozpłynęła się w powietrzu. W liście napisała krótko – Wybacz mi Panie, że znów Cię nachodzę. Czy aby dość mnie nie masz?Drew sosnowych mi trzeba… -wyszeptała i rozpłynęła się bezszelestnie w mroku, zostawiając tylko kawałek pergaminu na stole Maga, a na Nim pospiesznie nakreślone zdanie – ” Powiedz słowo, a się pojawię…”

A więc pojaw się Lineo -rzekł po przeczytaniu liściku- Musimy porozmawiać o Twojej pracy…
Słucham Panie…-pojawiła się znienacka zaraz po tych słowach- Czyżbym liczyć się musiała z karą za złą pracę? -spojrzała z lekką obawą.
Ależ skąd, nikt nikogo nie będzie karał -Uśmiechnął się. Chciałem Cię w końcu zobaczyć. Ale teraz tak na poważnie, Lineo. Mamy wystarczającą ilość łuków na 1-5 poziomu umiejętności. Te które teraz wykonasz, a wykonuj ich jak najmniej, kieruj do mnie do umagicznienia. Jeśli masz jakieś na Targu to wycofaj, a ja Ci je umagicznię. Główny nacisk w swoim rękodzielnictwie połóż na strzały i to na poziomie 3 i wyższym, które umagicznione sprzedaj. Nasza drużyna potrzebuje teraz dużo złota. -Ponownie się do niej uśmiechnął- Wiesz, że mamy wojnę.

Zobaczyć? -zdjęła kaptur i potrząsnęła burza czarnych loków. Zaszczytem to dla mnie Mój Panie -posłała Ci lekki uśmiech. Dobrze zatem -zdała sobie sprawę ,że nie wypada Jej uwodzić Księcia i spłoszyła się nieco. Będę robić strzały powyżej poziomu i posyłać je do Ciebie Panie w celu umagicznienia. Dziękuje za drewno – zniknęła w mroku pozostawiwszy za sobą wiosenną woń.

No i na przyszłość nie Panie, tylko Sar – wciągnął głęboko powietrze przesycone zapachem kwiatów. A tak w ogóle to lubię być kokietowany-mruknął sam do siebie.
Moje kokietowanie może być groźne dla serca Twego i mego… – usłyszał szept i ciche westchnienie ,  mimo że za nim nie było nikogo, a jedynie stokrotka leżąca na stole przypominała mu z kim rozmawiał. Sar…- zdołałeś dosłyszeć jeszcze.

Rozejrzał się dookoła – Serca? Ech te kobiety… -uśmiechnął się, gdy dojrzał leżący kwiat. Schował go szybko w kieszeni misternie haftowanej szaty.  Mirsh mi głowę urwie za te zapachy – podszedł do okna i uchylił je. Po chwili powrócił do swojej pracy. Nie mógł jednak skoncentrować się nad urzędowymi pergaminami. Burza ciemnych loków nie dawała mu spokoju.

Zmuszasz mnie do tego, bym nie mogła się nie pojawić – rzekła nagle stojąc w poświacie księżyca tym bez płaszcza, a w sukni ze złota. Żaden ruch z Twej strony nie pozbędzie z mego zapachu z twojego umysłu – szepnęła. Zapomniałabym .. – usłyszał jeszcze i zobaczył na stole pukiel włosów w kolorze hebanu. Patrzył oczarowany jej widokiem. Suknia odbijała zimne światło księżyca, a jej skóra wręcz świeciła swoją bladością. Łapczywie wchłaniał zapach kwiatów. Nagle otrzeźwiał. Oprócz kwiatów wyczuł delikatną nutę czegoś innego. Czegoś co doskonale znał, a o czym musiał kiedyś zapomnieć. Delikatny zapach rozkładu. Jego serce zabiło mocniej. Wiedział, że to nie ta sama kobieta, a jednak wspomnienia ożyły. Wziął w palce leżący pukiel włosów i go powąchał. Pachniał. Nie chciał wiedzieć czym. Wolał o tym nie myśleć.

Wampirem stać mi było się konieczne – odparła ze spuszczoną głową. Z Elfa żem brutalnie przemieniona… – westchnęła. Serce elfie mam Sar… -powiedziała cicho. Żadne mi prawo uwodzić Ciebie, lecz nie ja wybieram – musnęła go delikatną dłonią i znów zniknęła zostawiwszy drobiny złota w powietrzu. Dzieci Nocy i za Dnia przychodzą Sar… -dosłyszał szept.

Ja też poczułem dotyk wampirzych… ust na swojej szyi. – jego oczy zabłysły zimnym światłem, a po ciele przeszedł go dreszcz. Sądząc po minie bardziej dreszcz rozkoszy, niźli obrzydzenia. Niestety wszystko przemija… – jego oczy przygasły i zwiesił głowę.

Przemijanie jest względne -poczuł dotyk ust na swojej szyi. Uczucie nie kończy się, a zaczyna..- widząc gasnący blask jego oczu, położyła mu dłoń na ramieniu.
Serce me bije nie tam, gdzie bić powinno- spojrzała nań z czułością. Nie powinnam była tu przychodzić, wybacz mi Panie – można było zauważyć smutek w jej oczach,  gdy po raz kolejny znikała w mroku. Tylko kwiat w kieszeni szaty Sarakina, przypominał o Jej istnieniu. Jej słowa, jej zapach, działały na niego jak narkotyk. Siedział, a jego oczy patrzyły gdzieś daleko, gdzieś poza mury komnaty, poza ten czas. Pukiel jej włosów miała nadal przy swoich ustach. Był nieobecny. Zatracił się we wspomnieniach. Jakże bolesnych..

Poczuł lekki uścisk na swojej dłoni i otaczającą go woń kwiatów, gdy na stole dostrzegł pergamin.” Nie mam prawa mącić życia Twego Sarakinie, ale pamiętaj, że jeśli żywiej serce Twe chociaż raz jeden zabije, to znów się pojawię… –przeczytał. Po przeczytaniu pergaminu, starannie go złożył. Wetknął weń pukiel włosów i całość umieścił w kieszonce na sercu –  Może i zabije… kto to wie? – uśmiechnął się sam do siebie. No, dość pracy na dziś – wstał i się przeciągnął. Opuścił komnatę i swoje kroki skierował do pustej sypialni. Udał się na spoczynek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *