„Norbit” – trochę śmiechu w deszczowe wieczory

7140618.3Czy kiedykolwiek popełniłeś bardzo duży błąd? Jeśli jeszcze nie, to obejrzyj komedię, która rozbawi Cię do łez i uświadomi Ci, od kogo powinieneś uciekać czym prędzej. Norbitowi się nie udało, a czy Tobie się uda? Przezabawna, choć prosta fabuła, kupa śmiechu i nieprzewidzianych sytuacji, a to wszystko za sprawą Eddiego Murphego, który w tej komedii wcielił się w aż trzy role!

Tytułowy Norbit Rice jest sierotą, którą rodzice podrzucili do sierocińca Pana Wonga. Od młodych lat jest totalnym nieudacznikiem i niezbyt bystrym chłopcem. Sytuacja zmienia się na lepsze, gdy opiekun dołącza do jego pary Kate – mądrą i bardzo kochającą dziewczynkę, która tak samo jak Norbit została porzucona. Kate staje się prawdziwą powierniczką rozterek Norbita. Nie przewidziała jednak jednego – adopcji.

Po wyjeździe dziewczynki Norbit znów jest tą samą niedorajdą, co wcześniej do momentu, gdy na jego drodze życiowej pojawia się ktoś jeszcze. Silna, bezkompromisowa i wręcz gigantyczna koleżanka, której boi się cały sierociniec, Rasputia. Bez zbędnych dyskusji od razu robi z Norbita swojego chłopaka i pomaga mu w codziennym życiu. Ten, będąc wdzięczny za okazane serce i dany dom, postanawia poślubić „uroczą” dziewczynę.

Jak mawiają – bez żony źle, a z żoną jeszcze gorzej”, tak samo i życie Norbita zamienia się w koszmar. Rasputia jest wymagająca, niepodzielnie sprawuje władzę w domu i nieustannie straszy swojego małżonka braćmi, którzy wyglądem nie różnią się niemal niczym od niej samej. Terror gigantycznej rodzinki nie słabnie nawet wtedy, gdy w życiu Norbita znów pojawia się Kate. Uczucie zakochanego sieroty nie osłabło, mimo upływu tylu lat. I choć Kate ma narzeczonego, a Norbit jest żonaty, to i tak nic w porównaniu z działaniami żądnej zemsty żony o wielokilogramowej masie.

Szereg barwnych i śmiesznych sytuacji doprowadza widza do łez. Dialogi i sam scenariusz, który jest jakby nieco wybrakowany umyka pośród zabawnych scen. Dzięki brawurowym rolom Eddiego Murphego, który zagrał Norbita, Rasputię i jednocześnie Pana Wonga nie traci się ani minuty na nudę. Świadczy to tylko o jego wysokim kunszcie aktorskim. Piszę to z pełnym przekonaniem, choć sama nigdy nie byłam jego wierną fanką. Gorąco polecam na smutne, deszczowe, a nawet i samotne wieczory.

Ewa Żuchowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *