Najsłabsze ogniwa futbolu

W dwudziestej szóstej minucie meczu Argentyna-Meksyk mogło wydarzyć się coś niezwykłego. Oto moglibyśmy być świadkami wydarzenia, które na stałe zapisałoby się w historii futbolu i najprawdopodobniej doprowadziłoby do dawno oczekiwanych zmian. Nazwisko Rosetti miało szansę zapisać się złotymi zgłoskami w mundialowej księdze. Wystarczyło, by sędzia z Włoch, Roberto Rosetti, po obejrzeniu powtórki spornej sytuacji na telebimie i konsultacji z sędzią bocznym podjął jedynie słuszną i odważną decyzję – cofnął uznanie bramki (zdobytej z dwumetrowego spalonego) i zarządził rzut wolny pośredni dla Meksyku.

Wystarczyłoby. Ale sędziemu zabrakło odwagi i zamiast stworzyć historię, dołączył do tak znanych symboli sędziowskiego patałaszenia jak Padureanu, Webb czy Hanson.

Konserwatyzm FIFA jest doprawdy zadziwiający. Co i rusz na imprezie rangi mistrzowskiej sędzia, czy to główny, czy to boczny, popełnia fatalny błąd. Dziś, kiedy dzięki zaawansowanej technologii jesteśmy w stanie na ekranie telewizora policzyć odnóża pajączka, chodzącego po koszulce piłkarza, niemożność skorzystania przez sędziego z zapisu wideo to anachronizm. Jeżeli dziesiątki tysięcy osób na stadionie i miliony przed odbiornikami widzą, że spalony był, a FIFA upiera się, że owszem, był, ale pięknem futbolu jest wpływ czynnika ludzkiego na zawody – to znaczy, że panowie zarządzający futbolem nadal żyją w tych pięknych, odległych czasach kiedy w piłkę nożną grało się dla przyjemności.

Niestety, futbol na dobre związał się z pieniędzmi. Twarda waluta wyparła romantyzm, żelazna taktyka zabija artystów – choć na szczęście choćby na tych mistrzostwach mamy Messiego czy Robbena, większość drużyn pozbawiona jest indywidualności. Złe sędziowanie to nie tylko przegrany mecz. To także wymierne straty finansowe i potencjalna utrata sponsorów, to mniejsze zarobki sprzedawców pamiątek, pubów i biur turystycznych, to także pozbawienie możliwości wypromowania się piłkarza na imprezie rangi mistrzowskiej. Jedna – świadoma czy nie – pomyłka ma olbrzymi wymiar sportowy, ale i finansowy.

Gdyby nie klapki na oczach sędziego Hansena, zamiast tragicznie nijakiej Francji oglądalibyśmy na mundialu Irlandczyków. Nieuznana bramka dla Anglików podbija internet w żartach obrazkowych liczonych w dziesiątkach tysięcy. Fabiano strzela bramkę dla Brazylii dwukrotnie odbijając piłkę ręką. Gol dla Argentyny pada z dwumetrowego spalonego, drugi jest konsekwencją szoku po stracie pierwszej bramki. To tylko bardziej zauważalne przykłady z obecnego mundialu. I mimo testowania nowinek pokroju „pięciu sędziów zamiast trzech” nadal na ważniejszych imprezach powraca się do standardowego, nieudanego modelu sędziowania.

Jak FIFA wyjaśnia swój upór? Koronnym argumentem jest „uniwersalność” zasad gry – zarówno na mistrzostwach, jak i w zawodach podwórkowych obowiązują te same zasady. Teoretycznie szczytna idea, jednak FIFA zaprzecza sama sobie. Czy widzieliście kiedyś na boiskach piątej ligi sędziów komunikujących się ze sobą droga radiową? Nie? Więc o jakiej uniwersalności tu mowa? Do dziś zresztą zdarza się, że w niższych klasach mecz sędziuje jeden arbiter. I znów – o jakiej zatem uniwersalności mowa?

Druga zasada – czynnik ludzki. Joseph Blatter stwierdził, że przy oglądaniu powtórek dziesięciu ekspertów będzie miało dziesięć różnych zdań. Wypowiedź ta świadczy o tym, że na szczytach FIFA znajdują się ludzie, delikatnie mówiąc, niepoważni. Czy ktoś mi wytłumaczy jakie można mieć różne zdania, kiedy z zapisu wideo widać, że piłka jest metr w bramce albo piłkarz na dwumetrowym spalonym? Gol jest golem, spalony jest spalonym. Koniec, kropka.

Czynnik ekonomiczny to również nie najszczęśliwszy argument. Skoro na Mistrzostwa Świata buduje się nowoczesne stadiony za setki milionów dolarów, wynajęcie dodatkowego sędziego, zajmującego się tylko analizą spornych sytuacji, to koszt naprawdę niewielki.

Co do dynamiki futbolu – można by wprowadzić prostą zasadę, że gra toczy się dalej po zaistnieniu spornej sytuacji. Po kilkunastu sekundach sędzia od powtórek albo przerywa mecz – jeśli sytuacja została źle oceniona przez głównego, albo zawody toczą się dalej. Ileż tych spornych sytuacji w końcu w pojedynku mamy? A większość można ocenić w kilka chwil, zanim np. zawodnik przewrócony wstanie wiadomo, czy był faul, zanim zawodnik skończy się cieszyć wiadomo, czy była bramka…

Powtórki wideo stosowane są w coraz większej ilości dyscyplin sportowych. W niektórych stały się wręcz niezbędne – trudno wyobrazić sobie np. sprinty lekkoatletyczne czy narciarskie bez rozstrzygnięcia z pomocą fotokomórki. Nagminnie stosowane są w hokeju, futbolu amerykańskim, koszykówce, nawet dostojny tenis nie oparł się technice. W każdej z dyscyplin wykorzystanie zapisu wideo do rozstrzygnięć spotkało się z aprobatą zarówno sportowców, jak i kibiców. W piłce nożnej próbuje się wymyślać na siłę różne dziwne rozwiązania, byleby tylko uniknąć analizy powtórek. Niestety, nie jest to dobra droga. Błędy sędziowskie wypaczają wynik i zabijają ducha sportu. A tego nawet najbardziej zakochany w futbolu kibic wybaczyć nie może.

Najwyższy czas na zmiany, federacjo. Im szybciej, tym lepiej…

Robert Rusik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *