Wow!

Czy poza Ziemią istnieje inteligentne życie? Czy jesteśmy samotną wyspą w otchłani wszechświata, nieoczekiwanym wybrykiem ewolucji związków węglowodorowych?

Amerykański astronom i astrofizyk, Francis Drake, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaproponował równanie, które miało wyznaczyć prawdopodobną liczbę cywilizacji w naszej galaktyce. Oprócz danych, które możemy oszacować (tempo formowania się gwiazd, liczba planet w układzie na których może powstać życie) jest we wzorze wiele czynników, co do których możemy tylko teoretyzować. Na przykład – czy układ planetarny jest nieodłączną cechą powstawania młodej gwiazdy, czy też jego posiadanie przez gwiazdę ma inne przyczyny. Czy zatem każdej gwieździe towarzyszą satelity (obecnie uznaje się to za bardzo prawdopodobne), czy tylko części?

Jak oszacować inne składowe wzoru? Jedną z nich jest długość istnienia cywilizacji – cóż, na razie znamy tylko jedną, która mimo wielu kłopotów jakoś sobie radzi. Jak oszacować liczbę cywilizacji, które zechcą się z nami skontaktować? Wystarczy przecież, że jakimś sposobem oglądają codzienne ziemskie wiadomości, a już wartość tegoż współczynnika ulegnie radykalnemu zmniejszeniu.

Żarty żartami, ale podkładając różne, mniej lub bardziej uzasadnione, dane do wzoru otrzymujemy wynik w zakresie od jednej, ziemskiej cywilizacji, aż do miliona (lub nawet kilku) tylko w naszej galaktyce. Zakładając, że takich cywilizacji współistniejących we wszechświecie w tym samym okresie czasowym jest tylko setka i wiedząc, że liczba galaktyk przekracza liczbę stu miliardów otrzymujemy niewyobrażalną wprost liczbę kosmicznych wysp tętniących życiem.

I tu dochodzimy do paradoksu Fermiego. Włoski uczony, noblista zresztą, Enrico Fermi, zadał jedno krótkie pytanie, obrazujące różnicę między teoretycznymi obliczeniami a tym, co obserwujemy na co dzień, zarówno posługując się coraz doskonalszymi urządzeniami, jak i po prostu spoglądając w niebo. Pytanie to brzmiało:

„Gdzie Oni są”?

Złośliwi kosmici! Mimo naszych wyliczeń, mimo oczekiwań, rozważań zamiast na milionach planet występują jak na razie tylko w niezliczonych egzemplarzach książek i filmów. O masowym wręcz oczekiwaniu na pierwszy kontakt świadczy legendarna już audycja Orsona Wellesa „Wojna światów”, która w 1938 roku spowodowała bezprecedensową panikę w New Jersey. Ale o nadziei na usłyszenie magicznego znaku od braci w kosmosie może też świadczyć program Seti@home, dzięki któremu kilka milionów internautów z całego świata na swoich komputerach przeszukuje dane z największego radioteleskopu (Arecibo) w poszukiwaniu sztucznych sygnałów. Na razie bez powodzenia.

Więc dlaczego do nas nie nadają?

Uważam, że istnieje jeszcze jedna, prostsza możliwość. Tak prosta, tak oczywista, że powinna nasunąć się sama. To nie wszechświat milczy, to my nie potrafimy go podsłuchać! Tak jak w świetnym przykładzie dzikusa gdzieś z Papui, który uzbrojony w dzidę stoi na straży plemiennego terytorium, rozgląda się, nasłuchuje, ale nikogo nie widzi. Jest więc przekonany o swojej samotności. Tymczasem dookoła niego pełno jest sygnałów telewizyjnych, radiowych, satelitarnych…

Na przeszkodzie w komunikacji międzygwiezdnej stoją olbrzymie odległości. Dość powiedzieć, że konwencjonalna komunikacja między dwoma układami gwiezdnymi zajmowałaby osiem lat w przypadku najbliższej gwiazdy, ale całkiem możliwe, że byłyby to tysiące lat oczekiwania na odpowiedź! Nie ma sensu wysyłanie powitania do kogoś wiedząc, że potencjalna wiadomość przyjdzie za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt pokoleń.

Ale wyobraźmy sobie telegraf kosmiczny, wykorzystujący efekt „stanu splątanego” (uwaga, pojawia się fizyka kwantowa!). Innymi, trudniejszymi słowy, dwie splątane kwantowo cząstki wykazują przeciwną polaryzację, co można zaobserwować na dwu identycznie ustawionych polaryzatorach. Co najważniejsze, efekt ten występuje niezależnie od odległości między cząstkami splątanymi! A zatem taki splątany kwantowo telegraf mógłby służyć do błyskawicznej wymiany komunikatów i co ważniejsze – absolutnie nie bylibyśmy w stanie go podsłuchać.

Póki co – kosmos milczy. Chociaż?

Piętnastego sierpnia 1977 roku, około godziny 23:16 radioteleskop „Big Ear” przeszukiwał jak co dzień niebo. Wyniki pomiarów zapisywane były na taśmie papierowej w postaci numerycznej – siła sygnału opisana była w skali od 0 (brak sygnału) do Z (najsilniejszy). Z reguły na taśmie pojawiały się szumy o wielkości 1-3. Ale o tej godzinie właśnie pojawił się olbrzymi, potężny, trwający 37 sekund impuls, znany jako sygnał „WOW!” (taki odręczny napis postawił przy nim Jerry Ehmann, profesor uniwersytetu w Columbus, mający akurat dyżur) lub „6EQUJ5” – od siły sygnału zapisanego w skali numerycznej. Do dziś nie wiadomo, co to było – wiemy tylko, że sygnał pochodził z kosmosu, nadany był na częstotliwości fali wodoru (na której nie nadają żadne ziemskie urządzenia) i co najgorsze, nie powtórzył się już nigdy, mimo szczególnego zwrócenia uwagi na obszar nieba, z którego przybył…

Czy usłyszeliśmy kosmicznych braci? Czy może jednak sygnał „WOW!” ma jakieś logiczne, naturalne wyjaśnienie?

Czasami, wpatrując się w gwiazdy, wyobrażam sobie, że na planecie, krążącej wokół jednej z nich ktoś stoi przy oknie. Otwartym oknie. I wpatruje się, podobnie jak ja, w srebrzyste latarenki na niebie. Szczególna uwagę zwraca na jedną z nich, nazwaną przez nas Słońcem. Spogląda i… macha ręką. W kierunku Słońca, w kierunku Ziemi, w kierunku nas.

Do mnie…

Robert Rusik

0 thoughts on “Wow!

  1. Hmm… rownanie Drake to pomylka, sorry. Statystyka owszem, przydaje sie, ale nie do wyciagania wniaskow w stylu „reptilianie sa wsrod nas” ;-)) Jak wyprowadzam fretke na spacer, to statystycznie mamy po 3 nogi, and?… Nooo… i brakuje mi wzmianki o skali Kardasheva, bedacej nota bene odpowiedzia na paradoks Fermiego. Otoz poziom naszej technologii i percepcji moze byc po prostu zbyt niski/rozny, azebysmy byli w stanie dostrzec cywilizacje wyzej rozwiniete. Analogia do mrowek – czy mrowka przechodzac przez autostrade zdaje sobie sprawe, ze to wytwor wyzszej cywilizacji? No i czy probowales kiedys nawiazac jakikolwiek intelektualny kontakt z mrowka, nie mowiac juz o nauczeniu jej np. teorii wzglednosci? ;-)) Kubrick twierdzil, ze „oni” czekaja, az osiagniemy pewien pulap. Ja mam nieco bardziej realistyczne podejscie. To nam sie wydaje, ze kosmici o niczym innym nie marza, tylko zeby sie z nami spotkac i powitac nas chlebem i sola. Moim skromnym zdaniem maja wazniejsze sprawy na glowie, niz takie pierdoly ;-)) My jestesmy jeszcze glupi i niedoswiadczeni, jako taka technologie mamy raptem od 100 lat etc. District 9 calkiem trafnie oddaje moje poglady na ten temat ;-))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *