Masaż inkwizycyjny

Największym szlagierem nowego sezonu zdrowotnego stał się nowatorski rodzaj masażu relaksacyjnego wykorzystujący, oczywiście w nieco mniejszym zakresie, specyficzne metody tortur stosowanych wobec średniowiecznych heretyków. Autorem tej niebywale skutecznej metody pozbywania się stresu jest Antoni Ryczłoś posiadający potwierdzony badaniami genetycznymi rodowód, według którego wywodzi się on z zacnej rodziny możnowładców okołopilickich, Ryczwołów. Ryczwołowie znani byli ze swojej głębokiej wiary, którą często zmieniali, bo byli otwarci na nowości. To oni wprowadzili na dworze królewskim tak zwane tortury przygotowawcze, mające uczulić więźniów, podejrzanych o herezję na relatywność pytań dotyczących wiary, zadawanych w czasie tortur właściwych, których i tak większość nie wytrzymywała.

Wykorzystując bogate doświadczenie rodzinne, doktor Ryczłoś opracował 42-minutowy zestaw inkwizycyjny (tyle czasu wytrzymywali przeciętnie więźniowie-heretycy), w którego skład wchodziły między innymi: rozciąganie nadgarstków, podwieszanie za palce rąk, wyginanie łokci w zakresie 78 stopni, rachowanie kręgosłupa, intensywne masowanie żeber, rozciąganie całego ciała na stole typu Ryczwół Aerial, wyginanie odśrodkowe ud, wyginanie cyrkularne szyi, masaż dogłębny okolic miednicowych, młotkowanie kończyn, przeciąganie pod stołem typu Ryczwół Up-Down, policzkowanie pośladków oraz sztandarowy masaż Ryczłosia – kamienowanie stresochłonnych partii mięśniowych.
W pierwszym w Polsce gabinecie masażu inkwizycyjnego, przy ulicy Świętej, wywieszono motto: „Nawet jak nie masz stresu, to się go pozbędziesz”. Stanowiło ono kreatywną interpretację sławnej, pozostającej w duchu ówczesnych czasów, sentencji Bożydara Ryczwoła, który każdemu torturowanemu mówił: „Nawet jak nie uprawiasz herezji, to za nią zginiesz”.
Wkrótce gabinet przeżywał najazd klientów spragnionych nowych doznań. Jednym z nich był Szymon Klepacki, szef modnej dyskoteki Schron Metroseksualny oraz kilku liczących się nocnych lokali rozrywki wszechcielesnej, który w ciągu ostatnich miesięcy wypalił się psychicznie, próbując pozyskać Lolę Udo – jako piosenkarkę dla lokalu oraz jako kobietę dla siebie.
Szymon miał wizytę wyznaczoną na 15.18. Oczywiście spóźnił się (ale tylko trzy minuty), za co dostał ostrą reprymendę wzrokiem od eleganckiej recepcjonistki ubranej w strój królewienki Zabobony. Gdy wszedł do sali zabiegowej nr 3, nazywanej Komnatą Odpuszczenia, zobaczył masażystkę w stylizowanym na łachmany włosieniczne stroju dla masażystek.
– Proszę usiąść i nic nie mówić – powiedziała oschle masażystka, którą Szymon nazwał w myślach Dobrawą. Jej gruby głos i workowaty strój nie zmyliły znawcy kobiet. I rzeczywiście, Dobrawa była piękną, smukłą i gorącą dwudziestolatką, co, jak sobie w trakcie zabiegu uzmysłowił, było dodatkową torturą.
– Proszę się położyć i nic nie mówić – powiedziała, wciąż oschle, Dobrawa. – Obejrzy pan film poglądowy, by mógł się pan zorientować, na jaki stres byli narażeni ludzie w czasach średniowiecza.
W ścianie rozsunęły się kamienne drzwiczki, a na ekranie pojawiły się sceny tortur. Komnatę Odpuszczenia wypełniły krzyki heretyków, Szymon zamknął oczy z przerażenia, a Dobrawa przystąpiła do pracy.
Najpierw przez szybkie zgniecenie nadgarstka, wyrzuciła z Klepackiego stres, związany z wątpliwościami, co do uczciwych intencji księgowej Schronu Metroseksualnego. Stres trochę jeszcze próbował walczyć o widoczność, wisząc uczepiony kamiennej ściany na lewo od stołu tortur, ale wkrótce zniknął bez śladu.
Za pomocą dogłębnego masowania żeber ponętna masażystka wyzwoliła organizm Szymona z frustracji związanej z nieosiąganiem na swoim motocyklu licznikowej prędkości maksymalnej, co podważało jego poczucie dumy. Szybkimi ruchami przykręgosłupowymi, którym towarzyszyły jęki z głośników telewizora i strun głosowych Szymona, wydostała na zewnątrz i odrzuciła pod ścianę napięcie nerwowe wynikające z faktu atrakcyjności profesjonalnej Loli Udo. Lola Udo śpiewała i występowała wieczorami, nie wiadomo dlaczego, u głównego konkurenta Klepackiego, niejakiego Klepackiego (nie mylić, zbieżność nazwisk przypadkowa, a poza tym imię inne – Jacek). Stres o podłożu Loli Udo – piosenkarki, opuścił na stałe zmęczone już ciało Szymona, choć nie bez pewnego wysiłku ze strony inkwizytorki. Podobnie było ze smutkiem po stracie najlepszych dziewczyn z klubu Night Fusion, które pojechały robić karierę w Niemczechach w uzdrowisku Karlsbad Vary. Tiffany była naprawdę niezła i chyba go kochała. Teraz stres z nią związany wałęsał się pod ścianą, próbując znaleźć jakiś sposób na powrót do Szymona. A ten walczył z obrazami w telewizorze i rosnącym zainteresowaniem Dobrawą.
Dobrawa bardzo sprawnie przeszła do przeciągania pod stołem. Szymon nigdy wcześniej nie doznał czegoś takiego. Chciało mu się dołączyć do krzyków ludzi średniowiecza, którym akurat odrąbywano palce nóg, ale się powstrzymał. A szkoda, powinien okazywać swój ból – o wiele łatwiej byłoby wtedy Dobrawie wyciągnąć z niego stres związany z pomniejszającym się od czterech lat członkiem. Szymon, gdy zobaczył na podłodze swoje napięcie o podłożu fallicznym, nie mógł uwierzyć, że było aż tak duże.
Przyszedł czas na najważniejszy element masażu – kamienowanie. Kamień po kamieniu z największym poświęceniem inkwizytorka z Komnaty Odpuszczenia przy ulicy Świętej, wyciągała z Szymona wszystkie sprośne i wyuzdane myśli, związane z Lolą Udo – kobietą (imię i nazwisko w dowodzie: Janina Pyzata). Wkrótce w całej sali panowała duszna atmosfera erotyczno-fizjologiczna, a pojedyncze wyekstrahowane frustracje na bazie L.U. próbowały walczyć o przeżycie poza organizmem nosiciela.
– Ukamienowanie było formą wyroku śmierci stosowaną wobec tych, którzy nie zasłużyli sobie na ścięcie mieczem – mówił lektor filmu o torturach w chwili, gdy Dobrawa przystępowała do kamienowania mostka, w którym zgromadziła się bulwersująco duża liczba scen łóżkowych z L.U., do których nie doszło.
Po kamienowaniu nastąpiła krótka przerwa, w czasie której Szymon uzmysłowił sobie, że życie seksualne z L.U. nie przedstawia już dla niego żadnej wartości. Czuł się wyzwolony z wszelkiego grzechu i stresu i jedyne, o czym teraz myślał, to krótki, intensywny romans fizyczny ze swoją, jakże skuteczną inkwizytorką, którą po trzydziestu dziewięciu minutach był w stanie wyobrazić sobie całkowicie nagą.
Niestety, i ten stres, wszak dopiero rodzący się, zauważyła Dobrawa i poprzez wygięcie cyrkularne szyi wyrzuciła go z Szymona w tempie zaiste nadludzkim.
Zapikał czasomierz ukryty w eksponacie przypominającym krąg do rachowania palców nóg. Sesja dobiegła szczęśliwego końca, a głos z telewizora powiedział:
– W czasie kręcenia filmu nie ucierpiał żaden aktor, a jedynie czterech kaskaderów uległo wypadkom o różnym stopniu powikłania.
Szymon planował wstąpić po zabiegu do swojego klubu, trochę się odprężyć przy drinku i dziewczynach. Teraz nie miał na to najmniejszej ochoty.
Pomyślał tylko, że mógły wstąpić, i to na bardzo długo, ale gdzieś zupełnie indziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *