Tomasz Sobieraj – „Ogólna teoria jesieni”

Ogólna teoria jesieni okładkaKonwencją dzisiejszej epoki literackiej stał się antykonwencjonalizm, polegający na odrzuceniu wartości intelektualnych, estetycznych i moralnych. Szanujący się pisarze, a szczególnie poeci, za punkt honoru stawiają sobie, aby ich wytwory były napisane nieudolnie i niejasno, co, jak sądzę, nie przychodzi im z trudnością. Dlatego za każdym razem, gdy biorę do ręki nową książkę Tomasza Sobieraja, zdumiewa mnie i cieszy jednocześnie, że nie podąża on za wszystkimi w jedynie słusznym kierunku, ale z uporem trwa przy wartościach dzisiaj niemodnych, i zamiast zachwycić krytykę fajerwerkiem egzystencjalnych banałów ułożonych w zdania proste i nieporadne imitujące intelektualną głębię, pisze kolejny utwór, który z powodu wysokiej kultury literackiej najpewniej zostanie usunięty poza nawias współczesnej literatury i skazany tym samym na byt endemiczny.

Najnowsza książka Sobieraja, pod zagadkowym i nieco chłodnym, przez co mylącym tytułem  „Ogólna teoria jesieni”, jest zbiorem opowieści, miniatur układających się w chronologiczny (jeśli nie liczyć antecedencji „Babiego Lata”) i logiczny ciąg. Każda z tych historii może być samodzielnym utworem literackim – mikropowieścią czy krótkim opowiadaniem, ale zebrane w jednym tomie stanowią powieść (w końcu gatunek to otwarty, tworzący wciąż nowe odmiany), w której bohater, widziany oczami narratora, przechodzi wszystkie etapy życia, od narodzin po śmierć. I jak to w życiu przyzwoitych literackich bohaterów bywa, mamy tutaj do czynienia z erotyką, podróżami w miejsca tajemnicze i mało znane, sztuką, filozoficzną refleksją, historią i wieloma innymi, właściwymi powieści jako pojemnemu gatunkowi tematami, przedstawionymi w formie osobnych, często poetyckich obrazów. Poza tą nowatorską formą, można by rzec – zwyczajnie, jak u innych pisarzy. Ale czy aby na pewno? Gdzie bowiem jest różnica pomiędzy grafomanią a dziełem, pospolitością a błyskotliwością, nudziarstwem a pasją? Co czyni z Sobieraja jednego z najciekawszych pisarzy? Odpowiedź jest prosta: to talent i nieskrępowana wyobraźnia autora „Ogólnej teorii jesieni”, dzięki którym z banalnej rzeczywistości tworzy byty fantastyczne, pospolitą fizyczność zamienia w metafizyczność, budując współczesny mit. A czyni to z niezwykłą dbałością o formę i szczegół.

Znakomity poeta i prozaik Józef Baran dostrzegł w „Ogólnej teorii jesieni” oprócz indywidualnego tonu jej autora, pokrewieństwo z Rilkem, Schulzem i Zagajewskim; podkreśłił też, że „jest w tej wysmakowanej prozie mnóstwo poezji”, poezji „zagęszczonej i tajemniczej”. Rzeczywiście, więcej jest poezji w prozie Sobieraja niż w jego wierszach, jak pisał J. Baran „nastawionych na realizowanie myśli”.

Niewątpliwie, spośród muz nie tylko Kalliope patronuje tej książce.

Każda z miniatur w „Ogólnej teorii jesieni” jest literacką impresją i eleganckim rozwiązaniem artystycznego zadania. Im bardziej się zagłębiamy w te opowieści, tym jest lepiej, błyskotliwiej, swobodniej. Czujemy przestrzeń i zmysłowość. Plastyka opisu pobudza wyobraźnię, język iskrzy, cieszy bujnością, brakiem chropowatości i pospolitości. Nie ma tu eksperymentów ani stylizacji (z wyjątkiem jednego fragmentu w rozdziale „Attyla, Gniew Boży”), słowa płyną niczym rzeka, raz spokojnie, cicho, by za chwilę zamienić się w spienione katarakty, za którymi roztacza się nowy widok; rozlewa się leniwie, grzeje fale w słońcu, by po chwili runąć wodospadem i zadziwić mocą. Język Sobieraja to żywioł, z którym autor radzi sobie z lekkością, niekiedy wręcz brawurowo. Jednak, gdyby chcieć z nim popłynąć, trzeba pamiętać, że nie jest to wyprawa dla każdego, bowiem wymaga przygotowania – bez pewnej, także pozaliterackiej erudycji, umysłowej niezależności, smaku, ta egzotyczna podróż może przerosnąć siły przeciętnego czytelnika.

Wracając w spokojniejsze rejony, wolne od (usprawiedliwionej) egzaltacji krytyka można powiedzieć, że „Ogólna teoria jesieni” jest niczym pudełko wybornych wiedeńskich czekoladek. Każda o innym smaku, kształcie, wielkości, każda wywołująca inne skojarzenia, obrazy, myśli, a nawet skryte gdzieś głęboko w podświadomości instynkty. Stosując porównanie z jeszcze bliższej mi dziedziny, to opowieść skomponowana jak muzyczne dzieło. Bo wielka literatura jest jak wielka muzyka – za każdym razem, gdy nas uwodzi i pochłania, odkrywa nowe istności. A książki Tomasza Sobieraja podlegają prawom właściwym wszystkim wielkim dziełom – każdy do nich powrót to nowe odkrycie, to inaczej odczuwany smak, to kolejna odsłonięta warstwa znaczeń. Dlatego, by tę książkę zrozumieć, by móc ją w pełni poznać i, w konsekwencji, cieszyć się jej urodą, trzeba wracać do niej wielokrotnie. Tak jak wraca się do wszystkiego, co dobre. Jak do wiedeńskich czekoladek. Jak do Beethovena.

Janusz Najder

Autor: Tomasz Sobieraj

Tytuł: „Ogólna teoria jesieni”

Wydawnictwo: Editions sur Ner

Liczba stron: 94

Data wydania: 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *