Wiersze Danki Okupińskiej

1. TRAWA

W dzień trawa tańczy,
Jak jej zagrają.
Łagodnie i cierpliwie
Odnosi się do bosych stóp,
Uginając się uprzejmie
Pod ciężarem butów.
Przyjazna, z miłym uśmiechem
Drgającym w kąciku źdźbła

Pozwala nam na wszystko.
Ale w nocy, w nocy –

Brutalnie oderwana od podeszwy
Naga i zimna pod osłoną nieba
Zieleń zamienia w złowrogą pleśń
Korzeniami na jaw wychodząc,
Wygraża nam butwiejącym zielskiem,
Urąga grobami, które przytula.
Nieludzka, nieboska, niezwierzęca,
Sama w sobie sobą przeklęta,
Drwi okrutnie ze swojego losu.

A o świcie
Zwykle zamilka,
I ocierając łzy po kryjomu
Uśmiecha się kącikiem źdźbła,
Jakby nigdy nic.

2. MYŚLAŁAM, ŻE UMIEM UMIERAĆ

Myślałam,
Że umiem umierać.

Spienione chmury gnały po niebie,
Śmiejąc się z mojego lęku.
Jeszcze nie wiedziały,
Że za górą runą w przepaść.

Twierdziłam,
Że lubię umierać.
Moja biała krew mieszała się tymczasem
Z purpurowymi chmurami.

Śmierć wydawała się słodka
Jak wata cukrowa oprószona złudzeniami.

Różowa piana na księżycu,
Różowa mgła na moich dłoniach,
Dobrze, że gdzieś na niebie
Właśnie zakwitły dla mnie bzy.

3. MUZYKA

Ale ja
Nie lubię muzyki.

Muzyka przeszkadza, rozprasza
Miesza w głowie niepotrzebnymi emocjami
Wytrąca z równowagi
Usypia czujność

Podczas gdy
Trzeba słuchać.
Pilnie, z natężeniem,
Starannie, bez wytchnienia:

Kroków niewiadomego,
Szelestów i szmerów
Drobnych zakłóceń,
Czegoś zza okna,
Czegoś zza grobu,
Skrzypu piątej klepki
Zaklętej w głowie domu,
Tąpnięcia sufitu,
Obsunięcia nieba.

Wiecznie trzeba słuchać
By odgadnąć na czas
Tajemny kierunek katastrofy.

4. MODLITWA

Nad naszymi głowami fruwają zmarli.
Ktoś kiedyś im powiedział, że śmierć
Jest tylko bramą
I że mają dokąd pójść.

Odtąd słowo duchem się stało
I zamieszkało między nami.

Ale my, tak blisko ziemi
Nie chcemy już więcej magii.
I kiedy niebo nagle szarzeje
Wbijamy wstydliwie wzrok w ziemię
I mówimy, że zbiera się na deszcz.

Jak łatwo jest zapomnieć,
Że to przecież oni,
W pół słowa zatrzymani
Próbują dostać się do nieba.

Módlmy się za naszych zmarłych,
Choć wcale w nich nie wierzymy.

5. UMARLI NAS NIE KOCHAJĄ

Babcia czasem się zapominała.
Kiedy rano robiła mi kakao,
Była ze mną.
Kiedy wieczorem opowiadała mi bajkę,
Była dla mnie.

Ale czasem, na chwilę, odchodziła.
Zamykała oczy i wsłuchiwała się w glosy,
Których ja nie potrafiłam usłyszeć.
Jej stara twarz przybierała wtedy maskę,
Której ja nie potrafiłam odczytać.
Uciekała mi gdzieś daleko w głąb siebie
I zamierała, obca i nieruchoma.

Nie kochała mnie wtedy.

Babciu, wołałam niecierpliwie,
Babciu, wracaj natychmiast,
Ale nie mogłam za nią nadążyć.

Umarli nas nie potrzebują,
Pomyślałam wtedy ze smutkiem,
Umarli nas nie kochają.

6. NIEŚMIERTELNA

Wybiegła z autobusu
Jakby jej życie nie było mile.
Jej ciało niedbale narzucone
Na zgrabną sylwetkę duszy
Dodawało uroku
Pospiesznemu umieraniu.

Ramiona,
Nonszalancko powiewające na wietrze,
I luźno upięte piersi
Zdradzały piękno jej wnętrza.

Głowa trzymana prosto,
Ozdobiona delikatnym makijażem twarzy
Z perfekcyjnie obrysowaną linią ust
I przymkniętymi z rozkoszy życia ustami.

Pólprzeźroczysta tkanina jej bladej skóry
Pozwalała mojej rozbuchanej wyobraźni
Na lubieżne spekulacje
Na temat nieśmiertelności jej duszy.

0 thoughts on “Wiersze Danki Okupińskiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *