Plakatem w polityka

Tegoroczna jesień to nie tylko szarość, mgła i zimno. Tej jesieni czeka nas jeszcze fascynujący niektórych spektakl zwany „wybory”. Tym razem do samorządów. I jeśli ktoś w tym momencie chce przerwać czytanie, bo „znów o polityce”, to informuję, że o polityce nie będzie. Przynajmniej nie bezpośrednio.

Istnieje takie mądre powiedzenie, że „kiedy zamiast reklam na bilboardach pojawiają się takie smutne twarze, to znak, że zbliżają się wybory”. Otóż ja jestem fanem wyborów. Uwielbiam wybory. A jedną z rzeczy, które lubię najbardziej, jest inwencja twórcza naszych domorosłych copywriterów, uwidaczniana na plakatach wyborczych. To oczywisty znak, że młodzież w naszym kraju się marnuje. Choć patrząc na to inaczej, strony takie jak choćby popularne demotywatory pokazują, że kraj nasz pełen jest talentów.

Pamiętacie jeszcze hasełko „Po pierwsze: gospodarka?” jakie towarzyszyło kampanii Hanny Suchockiej? I wspaniałą puentę, dopisaną sprayem przez anonimowego geniusza – „po siódme: nie kradnij”? Przez długi czas plakat ten powodował, że dojeżdżając do Krakowa od rana miałem wybitnie dobry humor. A inny Mistrz Ciętej Riposty? (Nie, nie wujek Stefan…) Może to i było na pograniczu dobrego smaku, ale idealnie wpisywało się w przywódcze zapędy Jarosława Kaczyńskiego. „Polska jest najważniejsza. Francję weźmiemy później”. Puenta godna rasowych mistrzów pióra.

Daleko nam jednak choćby do Czech. Tam bawią się tak nie amatorzy, ale pełne zawodowców sztaby wyborcze. I szczerze powiedziawszy, zazdroszczę im tego. Lekkiego, ironicznego podejścia do wyborów. Śmiechu, a nie napuszonej powagi, haków i wyzwisk.

Jest taki polityk czeski, lewicowy. Nazywa się Paroubek, Jirzi Paroubek. W niedawnych wyborach, które miały miejsce w Czechach, rozpętała się istna kampania absurdu. Oto z plakatów uśmiecha się lub patrzy władczo albo ze współczuciem nasz bohater. Obok hasła wyborcze. Ale jakie! „Zlikwiduję porannego kaca”, „Piwo za dwie korony” czy „Walczę przeciwko opłatom u weterynarza” można jeszcze przełknąć, ale „Zlikwiduję islandzki wulkan”? (wybory miały miejsce w czasie, kiedy chmura wulkanicznego pyłu wisiała nad Europą). A co powiecie na „60 lat urlopu macierzyńskiego”? A może zachwyci Was „Walczę ze ślimakami, małżami i głowonogami”?

Kontrowersyjny, ale i wiele mówiący plakat przedstawiał innego z lewicowców czeskich – Martina Pecinę przykładającego sobie pistolet do głowy. Hasło przypisane politykowi? „Zlikwiduję korupcję”. Mocne, ale pyszne, czyż nie? Podobnie jak modlitwa: „Boże, zabrałeś mi mojego ulubionego piosenkarza Michaela Jacksona…Zabrałeś ulubionego aktora Patricka Swayze…Boże już Ci mówiłem, że moim ulubionym politykiem jest Jirzí Paroubek!” Na innym z plakatów były czeski premier, Mirek Topolanek, w stanie dość zmęczonym i hasło obok – „Jestem zmęczonym człowiekiem”.

Co na to Czesi? Podoba im się, a jakże. I jak widać nie przeszkadza im to w dokonywaniu wyborów. Nie slychać także z południa jakichś okrzyków protestu czy grożenia sądami. Jest to po prostu element kampanii wyborczej wpisany w folklor czeskich wyborów.

Wyobrażacie sobie takie coś u nas? Jakież krzyki by sie podniosły, jakie larum by zapanowało… Że to atak wiadomych sił, że to prowokacja, że za tym stoją służby specjalne… Dlaczego u nas nie można z poczuciem humoru, z ironią, nawet lekką złośliwością?

Może kiedyś i w Polsce, zamiast domorosłych mistrzów ironii doczekamy się kampanii robionej przez zawodowców?

Która partia się odważy jako pierwsza?

Robert Rusik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *