Szlaki na mapie – „Kolonie” Tomasza Różyckiego

fo_rozycki_kolonie__w170Kolonia – słownikowa definicja tego słowa brzmi: kraj zależny, podporządkowany politycznie innemu krajowi (metropolii). Jest to najkrótsze i jednocześnie najkonkretniejsze opisanie zjawiska, które przez wiele wieków formuowało mapę całego świata. „Kolonie” to także tytuł ostatniego tomu wierszy Tomasza Różyckiego. Geografia miast, państw, ukazywana w sposób metafizyczny, była obecna już we wcześniejszych tomach opolskiego poety. W najnowszym zbiorze mamy do czynienia z figurą kartografa tworzącym mapę człowieka: zarówno tę fizyczną jak i duchową.
Odwołując się do słownikowej definicji kolonii, można stwierdzić, że i w tomie Różyckiego dostrzegalne są pewne „kolonialne” zależności: człowieka od miłości, rodziny, społeczeństwa, a przede wszystkim poety od słów, od ciągłej potrzeby tworzenia.

Tytułowe Kolonie są zatem archipelagami leżącymi na jednym oceanie – oceanie słów artysty. Dokładne prześledzenie każdej z tych relacji tworzy pewną całość zamkniętą w 77 wierszach.
Zanim jednak każdej z wyżej wymienionych zależności przyjrzymy się bliżej, warto zwrócić także uwagę na zaplecze, swoistą podstawę owego oceanu z którego poeta wyłania zdarzenia niczym zapomniane skarby i na oczach czytelnika właśnie za ich pomocą umacnia delikatne więzy pomiędzy sobą a drugim człowiekiem czy dziełem. Owym dnem są wspomnienia- pamięć minionych lat, odbytych podróży. Wszystko nagle staje się ważne: ulice, parki, ściany, wszystkie wiosny i jesienie:

A tam to jest nasz park, ponieważ nie było
dla nas miejsca, więc nasza była ziemia
A tu leżeliśmy i tutaj rósł dziki szczaw,
który jadłem jak zwierzę, i tutaj jest kawiarnia(…),
Jest most, przez który szedłem później, most lekki jak włos

Dookreślanie i niejako tłumaczenie się z obecnej postawy, jaką podmiot reprezentuje, potwierdza powszechnie znaną tezę, że jednostka zbudowana jest przede wszystkim ze wspomnień i doświadczeń, które razem tworzą bagaż niesiony przez całe życie. Świat wspomnień jest też bezpiecznym miejscem ucieczki przed rzeczywistością, doskonałym azylem przed brutalnością codzienności, ale i surowym sędzią, który jednoznacznie pokazuje i podkreśla mijający czas:

(…)Było tak bogato
i dzieci nam urosły, i wojnę ze światem
prowadziliśmy znowu, tak jak to wynika
ze zdjęć, będąc po stronie świata. Czy dotyka
cię czas?
(…)robione pod słońce fotografie z wesela(…)

Uświadomienie sobie przez podmiot przemijalności budzi w nim także pytanie o to, co zostaje? Czy wybiegając w przyszłość, nie gubimy się i nie pozostawiamy w każdej kolejnej historii kawałka siebie? Pytania te doskonale pokazują, jak mocno podmiot osadzony jest w teraźniejszości – przeszłość go kształtuje, inspiruje, ale to codzienność nadaje kształt przyszłości. Wprawdzie nie można się zatrzymać, i wielce prawdopodobne jest, że szybko biegnący czas zostawi po nas jedynie tło, ale jak mówi poeta:

(…)Poprawiny były
i jutro będą znowu, chociaż puste wszystkie
butelki ze złym winem i na dnie kieliszka
zawsze coś pozostaje, jakieś fusy, miłość.

Przyglądając się bliżej archipelagom formułującym się ze wspomnień na oceanie słów poety, poświęcił uwagę tym, które archipelag tworzą na początku tomu Różyckiego. To Kobieta i mężczyzna. To pierwsza zależność, której kontury kreślą osobną przestrzeń, przeznaczoną tylko i wyłącznie dla nich:

Skoro ty jesteś dziwna i ja jestem dziwny,
to się wspaniale składa, razem zadziwimy
świat, będą pokazywać nas palcem rodziny
wychodzące na spacer, staniemy się słynni
i bardzo tajemniczy(…)

Świat wykreowany przez kochanków jest jednym z najbezpieczniejszych, w jakim może tkwić poeta. Różycki wyraźnie podkreśla ogromną potrzebę poczucia bezpieczeństwa, a także potwierdzenia faktu istnienia:

(…)skarbie, i że to ty właśnie
przywołasz mnie do życia i że dzięki tobie
tylko będę widzialny, z tobą się położę
i odczekam tę chwilę, dopóki nie zaśniesz.

To konkretnie ona jest towarzyszką wszelkich wypraw poety – zarówno tych fizycznych jak i metafizycznych. Tych dalekich, w głąb przeszłości, odległych krain, ale także tych codziennych, bliskich. Poeta często zwraca się właśnie do Miłości utożsamianej z kobietą. To ona jest centrum życia poety, to o nią wszyscy walczą:

Jest tu nas pięciu,ona tylko jedna(…)

W wierszach Różyckiego doskonale przeplata się fizyczność z duchowym aspektem miłości. Kobieta staje się muzą poety, nie tylko jego natchnieniem, ale także siłą potwierdzającą sens wykonywanej przez niego pracy. To ona, wyrastająca ze wspomnień, jest panią jego azylu. Przynależność poety do świata stworzonego przez emocje, jakie łączą go z kobietą, staje się jeszcze silniejsza, gdy pojawiają się w nim dzieci. „Stawanie się” ojcem, ciągłe dojrzewanie do „bycia” ojcem nakreślają kolejną przestrzeń w życiu poety. Co więcej, kolonie tworzone przez rodzinę okazują się niezwykle istotne. Są sferą bardzo intymną, do której nikt nie ma wstępu, a każda próba zbliżenia się kogokolwiek z zewnątrz jest odbierana jako wejście intruza na tę niezwykle osobistą kolonię:

Oto nasze kolonie!Kuba je zaznaczył
za pomocą patyka, kamieni bez granic,
ponieważ obejmują całe lato.
(…)Zawiesimy flagę
na patyku wbitym w piach. To, co nasze ciała
zajmą, będzie jej terytorium aż do rana,
dopóki nie nadejdą inni.(…)

Dziecko jest traktowane przez poetę jako jednostka niezwykła, pełną tajemnic, jakich dorosły nigdy nie będzie w stanie odkryć. Jest istotą, w której poeta odnajduje prawdę:

I tylko mój syn mówi prawdę, a to nie jest
podobne do niczego, co dotąd słyszałem(…)
(…)W ten sposób istnieje
świat, ponieważ to wszystko , co się na nim dzieje,
dzieje się tylko dziecku(…)

Podmiot dochodzi do wniosku, że wszystko to, co prawdziwe i nieskazitelne ,tkwi jedynie w dzieciństwie. Co więcej, stwierdza że (…)nic więcej nie mamy ponad własne dzieciństwo(…). Zdanie to można odbierać na dwojaki sposób: z jednej strony powracanie do wspomnień owego czasu może dodawać sił, przypominać o tym, co powinno być czyste i nieskażone światem, złymi emocjami, jednak z drugiej, dzieciństwo często w dorosłym życiu jest zmitologizowane, kraina, w której trwaliśmy jako dzieci, z czasem stopniowo zanika , pozostawiając jedynie pojedyncze ślady na mapie pamięci. Jednak wspomnienia te są na tyle intensywne, że często przynoszą ulgę, stają się odskocznią od zbyt brutalnej rzeczywistości. Świat dziecka obserwowany z perspektywy człowieka dorosłego jawi się jako kraina, do której nikt dojrzały nie ma wstępu:

(..)Trujący bluszcz
i mięsożerne kwiaty rosną pod oknem- dzieci
znają ich nazwy, ja jednak wciąż plącze język.
Dzieci znają głosy zwierząt i ścieżki w lesie,
ja idę powoli, raniąc sobie stopy.(…)

Fragment ten potwierdza, że pewne sposoby widzenia i patrzenia na świat tracimy wraz z utratą pierwszej naiwności. Naiwności charakterystycznej dla dziecka.
Kolejną kolonią, dość specyficzną, bo taką, od której uciec się nie da, jest przynależność poety do społeczeństwa, do pewnego systemu politycznego i kręgu kulturalnego. Często owe systemy nie zależą od naszych wyborów. Fakt ten doprowadza do sytuacji, w której poeta czuje się jedynie niemym obserwatorem codziennych wydarzeń. Konsumpcjonizm przeplatający się z tragediami stwarza rzeczywistość, w której podmiot zupełnie się nie odnajduje:

Siedząc i oglądając wojnę samolotów
przeciw wieżowcom, świętą wojnę męczenników
przeciw wagonom metra, salom gimnastycznym,
przeciwko dzieciom, leżąc(…)potrafiąc wyłączyć
wielokroć głos i obraz, wyłączając oddech
i nie mogąc wyłączyć serca, spadałem, spadałem.

Mnogość informacji, przede wszystkim tych złych, powoduje, że podmiot zaczyna się gubić. Brak jakiejkolwiek możliwości pomocy, poczucie bezradności i świadomość, że on sam musi tkwić w świecie takim, jaki pokazują media. Ostatni, przytoczony przeze mnie wers, może świadczyć o tym, że są sprawy, na które nie mamy wpływu: owszem, oddech wstrzymać możemy, ale nie da się wyłączyć serca. Ironiczny stosunek do świata i zasad nim rządzących jest też ukazany w wierszu Żaglowce Jej Królewskiej Mości. Pokazuje on, że nie można panować nad danym państwem bez ponoszenia ofiar. Rzeczywistość kreowana w grze komputerowej doskonale oddaje fakt, że zawsze trzeba wybierać między większym a mniejszym złem. Innego rozwiązania nie ma. Usuwani zazwyczaj są ci, którzy mogą znacząco wpłynąć na politykę i kształt władzy danego rządu:

Nigdy bez powodu
nie skazałem nikogo prócz publicznych wrogów:
dezerterów, poetów, spekulantów, zdrajców.

Ten groteskowy utwór, w którym poeta jest zarazem panem wykreowanego państwa, potwierdza jedynie, że w żadnej rzeczywistości – zarówno w tej wirtualnej jak i fizycznej, – nie da się zbudować świata,przypominającego choćby w minimalnym stopniu mityczną Arkadię.
Wszystkie wymienione wyżej kolonie można potraktować jako składowe jednej, najważniejszej, traktowanej przez poetę zarówno jako przeznaczenie, jak i przekleństwo. Przynależność najtrudniejsza, ale także najburzliwsza, przynosząca jednocześnie dar kreowania rzeczywistości oraz poczucie wstydu. Przynależność pisarza do słów, poety do strof. Tematyka ta pojawia się we wszystkich wierszach Różyckiego znajdujących się w tomie Kolonie. Już w pierwszych strofach zarysowany zostaje problem poety jako jednostki dziwnej, innej, ale jednocześnie wyjątkowej, wyraźnie odstającej od społeczeństwa. Autor poświęcił tej relacji ponad 1/8 całego tomu. Wraca ona niczym błysk świadomości o sobie samym. O tym, kim jestem, kim byłem i kim będę. Każdy z tych dziewięciu wierszy zaczyna się od słów:

Kiedy zaczynałem pisać, nie wiedziałem jeszcze(…)

Powtarzanie tej strofy, potwierdza jedynie to, co przez cały tom jest obecne: podróże. Poeta, jako artysta wciąż nie wie, co mu poezja da. Kierowany doświadczeniami, wspomnieniami tka jedynie pewne wizje, które później mogą (ale nie muszą) się sprawdzić. Ten ciągły ruch, częste zmiany prowadzą podmiot przez cały tom. Odkrywając na nowo nie tylko przeszłość, ale także umacniając teraźniejszość, poeta tkwi w pewnym procesie, w którym co chwila powstają nowe kolonie. Zmienność, jaka ukazana jest w owych dziewięciu wierszach poświęconych pisaniu i sztuce, potraktowana jest jako atut codzienności. Zmiany bowiem ją dynamizują, odnawiają, umacniając jednocześnie wcześniej stworzone przez poetę kolonie.

Pierwsze odczytywanie piątego tomu Różyckiego może wzbudzać w czytelniku poczucie chaosu. Próba czytania wierszy według kolejności ich powstania nie jest kluczem do Kolonii. Próbując w jakikolwiek sposób połączyć tak wiele wątków w obraz, który może do nas przemówić, nie jest łatwe. Pytanie, czy w ogóle jest to możliwe, skoro tomem tym zdecydowanie rządzi czas, a właściwie jego przemijalność.

Joanna Figarska

Autor: Tomasz Różycki

Tytuł: „Kolonie”

Wydawnictwo:  Znak

Liczba stron: 86 stron

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *