Wieczny wędrowca

Na czym opiera się tożsamość człowieka? Na wspomnieniach? Tradycji? Może zakorzeniona jest w miejscu – krainie lat dziecięcych czy przestrzeni, którą kształtowaliśmy i która kształtowała nas? Jak mocno zespoleni jesteśmy ze środowiskiem, w którym żyjemy?

Niezależnie czy przyjmujemy stosowane przezeń zasady, czy się im sprzeciwiamy? Jakże często te niemal odwieczne, po części związane z twardą rzeczywistością, po części filozoficzne pytania pojawiają się w literaturze? Problem tożsamości, zakorzenienia człowieka rozpatrywany może być na wielu płaszczyznach. Jednocześnie, niezależnie od rozwoju cywilizacji nie traci na aktualności. Wieczni wędrowcy? Romowie siłą wyrzucani z Francji, Żydzi w 1968 z Polski, ucieczki z krajów objętych wojną czy emigracja na tle ekonomicznym to nasza codzienność znana z podręczników historii, ale i popularnych gazet. Nie dziwi wiec fakt, że temat ten wielokrotnie rozpatrywany przez pisarzy.
Autorzy, których chcę przywołać odwołują się do przeszłości lub podejmują tematykę aktualną. Wyjście z wiezienia po trzydziestu latach, poszukiwanie swojego miejsca w Stanach Zjednoczonych po przymusowej emigracji z PRL -u czy próba odnalezienia siebie – przełamania traum nabytych w Iraku i budowanie na nowo swojego życia w Niemczech to moim zdaniem najciekawsze nowe propozycje podejmujące problematykę zakorzenienia i budowania tożsamości od podstaw.
Jedną z ciekawszych książek o tej tematyce jest pozycja autorstwa Wasilija Grossmana. Jego Wszystko płynie jest historią człowieka, który wychodząc po 30 latach z sowieckich łagrów poszukuje na nowo miejsca w świecie, który kiedyś był jego. Akcja rozgrywa się kilka lat po śmierci Stalina, toteż bohater nie zna nowego, totalitarnego świata, w którym przyszło mu żyć na starość. Zniszczony przez więzienie i zmieniony Iwan powraca do swojego miasta, swojego domu, „swoich” ludzi, ale żadna z wymienionych sfer życia nie jest już jego. Jest bohaterem zagubionym. Nie ma swojego miejsca i, co najtrudniejsze, nie może go zbudować. Ciążące na nim piętno NKWD, mroczny cień chodzący za nim krok w krok dodatkowo utrudnia mu budowanie relacji społecznych. Iwan, choć jest tylko zniszczonym starcem budzi niezrozumienie i strach.

Grossman przedstawia raczej studium powrotu w sytuacji, gdzie nie ma dokąd wracać. Proces zagłębiania się w odrzuceniu i samotności, rozrastania traum i krzywd, które choć teoretycznie skończyły się w chwili wyjścia na wolność, trwają nadal.

Grossman potraktował motyw wędrowcy dość oryginalnie. Nie podróż, zmiana miejsca oderwała bohatera od jego świata, ale czas. Czas zmienił i go, i ludzi, których bohater znał. Oswajanie się ze światem, budowanie nowej tożsamości jest dla doświadczonego życiem starca niemal niemożliwe. Przejmujące studium samotności jakie stworzył Grossman w swojej powieści ma też drugie dno. Jest oskarżeniem wycelowanym prosto w system totalitarny. Celnym, bo ukazana nie jest masa, a zniszczona jednostka w zniszczonym świecie.

Inną stronę tego problemu ukazuje Wilhelm Dichter w trzeciej części swojej opowieści. Lekcja angielskiego jest opartą na biografii autora historią naukowca, pracownika akademickiego, który po 1968 roku wraz z rodziną musiał emigrować z Polski Ludowej. Wcześniejsze jego książki: Koń Pana Boga i Szkoła bezbożników wraz z Lekcją angielskiego tworzą spójną całość. Pierwsza opowiada o dzieciństwie bohatera – małego żydowskiego chłopca, który był świadkiem samobójstwa ojca czy ukrywał się w studni przed nazistowskim okrucieństwem. Druga jest chronologiczną i fabularną kontynuacją – opowiada o losach Polski – gdy stawała się PRL-em i losach chłopaka, który stawał się mężczyzną, ulegał indoktrynacji wszechmogącej partii i stojąc już na krawędzi komunizmu, zawrócił. Lekcja angielskiego dopełnia ten cykl. Urodzony, wychowany w Polsce człowiek, Polak z żydowskimi korzeniami, opuszcza kraj, z pomocą HIAS – u udaje się do Wiednia, Rzymu, w końcu do Nowego Jorku, by tam, w obcym świecie zacząć żyć na nowo. Czy jest to jednak możliwe? Czy człowiek może odnaleźć się w świecie, w sytuacji gdy wyjazd nie był wola a koniecznością? Czy otaczający świat – niezrozumiały czy niechciany – może przybrać miano domu?

Wydana przez Znak książka Wilhelma Dichtera jest studium odnajdywania się w nowym świecie. Uchwyconym procesem walki o siebie, gdy wymagana jest zmiana. Autor ukazuje problemy, z jakimi zmierzyć musi się bohater. W USA przełamać musi strach, barierę językową, ale i swoje wewnętrzne opory. Bohaterowie – Wilhelm, jego żona Ewa i dwoje dzieci – Julek i Bronek zmagają się z nowym otoczeniem, z nowym światem. Głównym problemem bohaterów jest tęsknota. Przymusowi wędrowcy są razem, to ułatwia im budowanie na nowo swojej tożsamości.
Problem ten w Lekcji angielskiego ukazywany jest na dwóch płaszczyznach. Pierwsza utkwiona jest w rzeczywistości – realnych problemach rodziny Dichterów, druga jest oniryczną przestrzenią snów głównego bohatera czasami połączonych z retrospekcjami. Czytelnik ma wiec niejako wgląd zarówno w psychikę, nawet można by zaryzykować stwierdzenie, że w podświadomość Wilhelma.

Wilhelm Dichter bohaterami uczynił ludzi, którzy próbując znaleźć swoje miejsce w nowym świecie nie są samotni. Mają siebie wzajemnie, a dzięki rodzinie znajdują motywacje. Przedstawiony obraz budowania tożsamości na nowo ma wydźwięk dość optymistyczny – Stany Zjednoczone stają się ich drugim domem.
Inny obraz wędrowca ukazuje młody niemiecki pisarz – Sherko Fatah w książce Czarny statek. Fabuła powieści rozgrywa się współcześnie, podczas wojny w Iraku. Nastolatek – Kerim, pomimo, że od lat mieszka z rodzicami w kraju Saddama, nadal postrzegany jest jak obcy. Ma niemieckie korzenie i to odróżnia go od społeczności w której żyje.

Wojna częściowo zaciera różnice – dotyka „obcego chłopaka” jak każdego innego. Kerim traci ojca, przymusowo zostaje wcielony do irackich bojówek młodzieżowych. Codziennie w tym samym stopniu obawia się zarówno życia jak i śmierci. Największym jego problemem jest jednak poczucie tożsamości, akceptacji. W Iraku był obcym, niezależnie od swoich poglądów czy zachowań. Wybawieniem z piekła permanentnej wojny jest tytułowy statek – bohater płynie nim do Niemiec – swojego drugiego kraju.
Główny problem Kerima to podwójna tożsamość, podwójne korzenie. W podwójności nie było by nic złego, gdyby nie powodowały one postrzegania bohatera jako obcego w obu jego ojczyznach. Młody bohater, odmiennie od wspominanych wyżej, dopiero buduje swoją tożsamość, jest w chwili osiadania, zadomawiania się, zespalania z miejscem czy ludźmi. Co z tego, że jest to dla niego ten właśnie czas młodości, w którym podejmujemy decyzje gdzie zacumować, skoro Kerim nie ma gdzie.
Wszystkie te pozycje w poruszają problem budowania tożsamości, osiedlania się, poszukiwania swojego miejsca w rzeczywistości, w której przyszło żyć wybranym bohaterom. Przyczyny polityczne, społeczne uczyniły z nich wędrowców, wiecznych tułaczy. Autorzy, choć jawnie, zazwyczaj krytycznie ustosunkowują się do sprawców „przesiedlenia” – rządów totalitarnych – to jednak większość uwagi poświęcają jednostce. To człowiek jest w centrum tej prozy, człowiek, o którym zapomniał świat.

I co w związku z tym? To pytanie samo ciśnie się na usta. Czy jest to ważny problem? Zdecydowanie tak. Literatura, wydawnictwa odpowiadają na nasze potrzeby. Literatura usiłuje nadal być blisko życia, a pojawiające się na co dzień kwestie opracowywać i rozwijać. Lokalny problem staje się uniwersalnym, a uniwersalny rozpatrywać można w wielu pomniejszych kontekstach. Te trzy wymienione pozycje są wyjątkowo wartościową lekturą, bo prawie każdy z nas kiedyś był, jest, będzie wędrowcem. Czy jednak na prawdę jesteśmy wiecznymi „biegunami”?

Joanna Winsyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *