Święto Niepodległości

Oglądając amerykańskie obchody Święta Niepodległości zastanawiam się zawsze, skąd ta różnica? Oni potrafią się w ten dzień cieszyć, paradować, świętować pełną gębą. A u nas? Nawet pogoda dostraja się do obchodów – przeważnie jest szaro i smutno. Jedenasty listopada obchodzimy poważnie, w skupieniu – jakże inaczej niż za oceanem. I trudno sobie nawet wyobrazić, że oficjalnie dzień ten obchodziliśmy jako święto narodowe niespełna trzydzieści razy (dwa razy przed II wojną światową i dopiero od 1989 roku).

Może dlatego tak ważna jest dla nas symbolika tego dnia? Nawet w czasach, kiedy rzekomo byliśmy niepodlegli, tego dnia w kalendarzu ówczesnej Polski nie było. Ustanowiono w zamian karykaturalne święto 22 lipca – Święto Niepodległości, a tak naprawdę Święto Poddaństwa. Wtedy właśnie dzień jedenasty listopada nabierał szczególnego znaczenia. Mimo masowych aresztowań i pacyfikacji ludzie nie bali się wychodzić na ulice. Przemoc i agresja ze strony władzy nie były w stanie odebrać narodowi nadziei. Służalczość „Wielkiemu Bratu” przebiegała płynnie tylko na wierchuszkach władzy. Trochę to smutne, że dziś widzę te same, tylko nieco starsze twarze w TV jak udają „dobrych wujków i ciocie z lewicy”.

A przecież, cofając się do początków poprzedniego wieku, ciężkie to były czasy. Baliśmy się tej niepodległości, baliśmy, jak diabli. Sam Henryk Sienkiewicz zarzucał legionistom, że z Niemcami idą po wolność. „Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski” – ripostował gen. Wieniawa-Długoszowski. Rozgoryczenie i wściekłość – legioniści musieli czuć się strasznie. Podobnie jak wkraczając do Kielc i widząc zamykane co chwila okiennice i strach w oczach ludzi. To wtedy powstała gorzka, bolesna wersja „Pierwszej kadrowej”:

Nie chcemy już od Was uznania,
Ni waszych mów, ni waszych łez!
Skończyły się dni kołatania.
Do Waszych serc: je*ał Was pies!

Silna Polska była zawsze przeszkoda dla jednych, nadzieją dla drugich. Napoleon usilnie starał się doprowadzić do powstania państwa Polskiego, mienił się naszym przyjacielem i zachwycał polskim wojskiem. Tak naprawdę cel był jeden – silne, pronapoleońskie państwo w centrum Europy, mogące z jednej strony zatrzymać Rosję, z drugiej – zaatakować Austrię i Prusy w przypadku ataku tychże na Francję. Piękna karta przetargowa w wojnie o Europę! Po zakończeniu pierwszej wojny światowej państwom Ententy również niepodległa Polska bardzo pasowała. Rosja – po rewolucji – była nieobliczalna, a Polska jako naturalny bufor miedzy Europą a Rosją dawała czas na reakcję i nadzieję, że wojsko Polskie powstrzyma agresora. Jak trafne to były spostrzeżenia pokazał „cud nad Wisłą” – inwazja Rosjan została powstrzymana na przedpolach Warszawy. Europa odetchnęła z ulgą.

Polska był silna, ale… sama. „Koszmarny bękart traktatu wersalskiego” – tak o naszej ojczyźnie mówił  Mołotow. Widać to zresztą było po inwazji na Polskę wojsk koalicji Stalin-Hitler. Rzekomi sojusznicy nie ruszyli palcem, bo przecież „nie będą umierać za Gdańsk”. Zaatakowana z dwóch stron Polska nie miała żadnych szans. Co gorsza, poświęcono nas w Jałcie, rzucono Rosji jak ochłap, z którym znowu nie wiadomo, co zrobić.

Stąd zatem nasze poważne podejście do Święta Niepodległości. Zdajemy sobie sprawę,  jak łatwo stać się czyimś wasalem, jak ciężko być otoczonym przez przyjaciół, a jednak być samotnym. Nigdy nie wiadomo, z której strony przyjdzie cios. Dlatego w ten dzień warto wywiesić flagę, zastanowić się przez chwilę.

Jesiennie, spokojnie, refleksyjnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *