O złoczyńcach i nie tylko

Motto: „People are bloody ignorant apes.”

(Samuel Beckett, Waiting for Godot)

Czarny trzymał między kciukiem a palcem wskazującym dopalającego się papierosa. Rozglądał się niepewnie na boki.

– Jeśli mnie pytasz o zdanie…

– Nikogo innego nie widzę – przerwał mu Mały.

– To, że nikogo nie widzisz, to jeszcze nie znaczy, że nikogo tu nie ma. Kwestia percepcji. Ludzkiej percepcji, musisz wiedzieć, umyka znaczna część rzeczywistości.

– W tym wypadku musielibyśmy mówić o rzeczywistości niewidzialnej, postrzeganiu pozazmysłowym i tym podobnych pierdołach.

Dookoła rzeczywiście nikogo nie było. Panowała głucha cisza, jeśli nie liczyć głosów Małego i Czarnego, oczywiście.

– Postrzeganie pozazmysłowe to naukowo udowodniony fakt. W Stanach Zjednoczonych… – Czarny rozpoczął beznadziejną walkę w obronie idei, w którą nawet on sam nie wierzył. Ale zasada była zasadą. A on wierzył, głęboko, w zasady. Czymże jest wszakże świat bez zasad? Kupą prochu, niczym więcej…

– W Stanach Zjednoczonych żyje trzysta milionów półgłówków, a większość z nich woli Genesis od teorii ewolucji.

– Wiesz… – Czarny drapał skórę za lewym uchem, jak zwykle, kiedy przegrywał w dyskusji z Małym. – Nie chodzi o miliony cholernych ignorantów, tylko o uczone jednostki… Gdybyś każde naukowe stwierdzenie zwalczał milionami półgłówków, to dalej siedzielibyśmy na drzewach.

– Tym niemniej…

– Tym niemniej co?

Mały stracił wątek.

– O czym to my?

– Chyba o Biblii. O Ewangeliach – odpowiedź Czarnego nie charakteryzowała się przesadną stanowczością, ale Mały uznał, że lepszy rydz niż Rydzyk.

– Właśnie.

– Są cztery, nie? – Czarny kontynuował myśl sprzed kilku chwil.

– Jak by na to nie patrzeć, cztery. Przynajmniej oficjalnie. Apokryfów nie liczymy, prawda?

– Prawda – zgodził się Czarny. – Liczenie apokryfów nie ma sensu, bo zostały odrzucone właśnie dlatego, że są sprzeczne i ze sobą, i z oficjalną linią partii.

– No. Czyli sytuacja jest taka: mamy cztery święte Ewangelie. I ja pytam: po co?

– A ja ci odpowiadam – Mały zapalił papierosa i poczęstował Czarnego, który odmówił. – Cztery Ewangelie, to więcej szczegółów, spojrzenie na wydarzenia z innej perspektywy, większy obiektywizm…

Czarny tylko na to czekał.

– I sprzeczności!

– Przykład.

– Przykład? Proszę bardzo! Złoczyńcy na krzyżu. Cztery Ewangelie, a tylko w jednej dobry złoczyńca jest zbawiony. W dwóch Ewangeliach nie ma wzmianki o żadnych złoczyńcach, a w ostatniej obaj przeklinali Jezusa. I co ty na to?

– Tamci trzej musieli stać daleko od krzyża – powiedział Mały i zaśmiał się nieprzyjemnie.

– Tak się właśnie kończą dyskusje z tobą. Głupim rechotem.

– Ciii – Mały pokazał na dom po prawej stronie. – Ostatnie światło zgasło. Idziemy.

Czarny sięgnął ręką do kieszeni, sprawdzając, czy wszystko było na miejscu. Wszystko było na miejscu. Wysiedli z samochodu.

Przed furtką Czarny pociągnął Małego za rękaw, żeby się zatrzymał.

– Ty, nie czujesz się czasem jak bohater z Pintera?

Mały zastanowił się chwilę nad tym pytaniem.

– Przy tobie czuję się zwykle raczej jak bohater z Becketta.

– Dupek – mruknął Czarny.

– Wal się – odmruknął Mały.

Przeszli przez furtkę. Na terenie posesji pani Kontny nie było psa. Pani Kontny wolała koty.

Wyciągnąwszy z kieszeni marynarki podłużny, metalowy przedmiot (który przy bliższych oględzinach okazałby się łomem), Mały zastukał nim do drzwi.

W oknie sypialni zapaliło się światło. Po chwili otworzyły się drzwi wejściowe, zabezpieczone łańcuszkiem.

– Tak? – zapytała starsza pani w szlafroku.

Mały nie miał w planach odpowiadania na żadne pytania. Ledwo zauważalnym ruchem uderzył starszą panią łomem w czubek głowy. Starsza pani osunęła się na podłogę.

– W zasadzie – powiedział Mały, gdy Czarny przecinał łańcuszek – to powinniśmy się czuć jak ci złoczyńcy z krzyża. Nie uważasz?

Czarny usunął ciało pani Kontny z drogi bokiem buta.

– Jeśli mnie pytasz o zdanie…

9/7/2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *