Elżbieta Cherezińska – „Gra w kości”

okladka-180W czasach szkolnych historia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem. Pamiętam szaleńczy bieg przez kolejne starożytne cywilizacje: Egipt, Grecja, Rzym… i nagle Chrzest Polski. A później głównie było już o Polsce i trochę o Europie aż do drugiej wojny światowej. Wszystko takie koszmarnie nudne: wojna, bitwa, pokój i traktat w kolejnym mieście, król, hetman, magnat… korowód miejsc, dat i postaci, w większości bez twarzy, bez charakteru. Praktycznie nic nie mówiło się o najciekawszym dla mnie aspekcie historii, czyli o życiu codziennym, ani o prawdziwej rozgrywce politycznej, toczącej się za zamkniętymi drzwiami, nie zaś o jej szumnym PR-rze  w postaci oficjalnych dokumentów. Współcześnie spece od wizerunku stosują wymyślne zagrywki, a my poddajemy się sugestii lub pozwalamy się im oszukać, gdyż znamy daty różnych bitew, ale nie wiemy, że oni nic nowego nie wymyślili. Te polityczne sztuczki są antyczne i ograne.

„Grze w kości” mamy właśnie pokazany skomplikowany obraz politycznej rozgrywki, przeprowadzonej na skalę europejską, próbę pokojowego zjednoczenia kontynentu, którą utrudniają partykularne interesy licznych graczy. Brzmi trochę jak ostatnie sześćdziesiąt lat historii Europy, ale powieść obejmuje wydarzenia sprzed tysiąca lat.

Młody cesarz Otton III rządzi rozległym i wewnętrznie skłóconym imperium. Łączą się w nim idee chrześcijańskie i barbarzyńskie. Italia i Germania roszczą sobie prawo do pierwszeństwa w cesarstwie, ta pierwsza ze względu na tradycje, a ta druga ze względu na siłę i pochodzenie imperatora. Na to wszystko nakłada się organizacja kościelna równoległa do struktury państwowej, ale również ją przenikająca – w końcu duchowni byli najlepiej wykształceni, a co za tym idzie również najlepiej wykwalifikowani do sprawowania funkcji administracyjnych. Na dokładkę przewija się jeszcze Bizancjum, z którym imperium Ottona konkuruje, i które ma własną chrześcijańską organizację kościelną niezależną od Rzymu. Z tymi problemami cesarz musi się zmierzyć mając niewielu prawdziwych sprzymierzeńców w swoim najbliższym otoczeniu.

Na wschodniej granicy wpływów imperium, młody i ambitny książę Bolesław rozgrywa własną partię. Tka misterną sieć sojuszy, stara się kontrolować sytuację w Skandynawii, w Czechach i na Rusi, by w odpowiednim momencie podporządkować sobie wszystkie te tereny. Na zachodzie książęta Rzeszy z niechęcią patrzą na rosnące w siły militarne i polityczne państwo słowiańskie.

Biskup misyjny Wojciech (na zachodzie zwany Adalbertem) wyrusza z Gniezna nieść słowo boże pogańskim mieszkańcom Prus. Jego męczeńska śmierć stwarza polityczną okazję dla Bolesława, ale również dla Ottona III, którego idei zjednoczenia kontynentu przydałby się święty patron. Cesarz i książę mają wspólne interesy, które jeżeli uda się je doprowadzić do końca, pomogą obu uporać się z problemami i osiągnąć ambitne cele.
„Gra w kości” to powieść, a nie książka historyczna, dlatego trzeba pamiętać, że przedstawiona w niej wersja wydarzeń nawet nie aspiruje do obiektywizmu. Postaciom historycznym zostały nadane konkretne cechy charakteru oraz przemyślenia na podstawie subiektywnej oceny ich dokonań i podań, które po nich pozostały. Poza wielowymiarowymi portretami obu władców, na których skupia się historia, na pierwszym, drugim i trzecim planie pojawiają się równie barwne postacie poboczne. Moją szczególną sympatię zaskarbił sobie Unger, biskup misyjny kraju Bolesława.

Książką jest podzielona na krótkie rozdziały, w których na przemian mamy perspektywę dworu Ottona III i dworu Bolesława. Sam pomysł takiej struktury jest ciekawy i pozwala czytelnikowi na bieżąco śledzić nastroje zmieniające się pod wpływem wydarzeń i interakcji pomiędzy tymi dwoma obozami. Jednak na początku książki ten sposób narracji zmęczył mnie, gdyż sytuacje opisywane w rozdziałach nie były ułożone chronologicznie – dopiero od pewnego momentu autorka zaczyna linearnie snuć opowieść. Ten czasowy zamęt spowodował, że początkowe rozdziały wymagały dużego skupienia, by zapamiętać kim są i w jaki sposób pasują do politycznej układanki liczne postacie poboczne. O wielu z nich nie wspomina się w szkole, a część została po prostu wymyślona przez autorkę. Nie jestem do końca pewna, czy mogę to nazwać wadą tej powieści, gdyż dzięki dodatkowej uwadze jaką poświeciłam początkowi, by utrwalić sobie wszystkie nazwy, imiona i powiązania, kolejne rozdziały czytało mi się bardzo lekko i szybko. Proza  Cherezińskiej jest barwna, ale pozbawiona przesadnych ozdobników oraz bardzo płynna i logiczna, nie gubi wątków ani nie przesadza z dygresjami. Autorka szczęśliwie nie pokusiła się o karkołomną stylizację języka, która potrafi być bolączką powieści osadzonych w historycznych realiach.

Poza wciągająco rozgrywanymi intrygami, osobiście bardzo przypadł mi do gustu brak polskich narodowych kompleksów i naszej rodzimej mitologicznej martyrologii. Bolesław nie ogląda się na zachód z zawiścią, czy poczuciem niższości. On prowadzi własną grę i wyznacza zasady. Sam dobiera sobie sprzymierzeńców. Wchodzi w układ z cesarzem, bo tak mu po drodze, ale to rozgrywka godnych sobie nawzajem i świadomych swojej wartości graczy. Przyjemnie czyta się o Polsce wyważonej, pozbawionej myślenia zaściankowego i męczeństwa.

Polecam tę książkę miłośnikom wczesnego średniowiecza, oraz wszystkim, którzy lubią zagłębić się w misternie utkaną intrygę polityczną oraz elegancko rozgrywaną grę pozorów. Podejrzewam również, że ta książka może być dobrym lekarstwem dla tych, którym szkoła skutecznie obrzydziła historię jako taką, a Polski już w szczególności.

Katarzyna Krawczyk

Autor: Elżbieta Cherezińska

Tytuł: „Gra w kości”

Wydawnictwo: Zysk i spółka

Liczba stron: 406

Data wydania: 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *