Witaj, Nowy!

Stary rok odchodzi w niebyt. Nieuchronnie zbliża się Sylwester, nowy roczek zachęcająco mruga do nas okiem, dając znać, że jeszcze kilkanaście godzin, a już będziemy mogli go przywitać. Stary, wyjątkowo smutny, odchodzi. Ciężko go los doświadczył. Oj, ciężko.

Jak wspominacie zeszły rok? Marzenia i założenia się spełniły?

Przyznam, że nie składam od pewnego czasu deklaracji, że cośtam w tym roku na pewno zrobię. Taki już ten człowieczy charakter jest, że jak tylko coś sobie zaplanuję, zaraz pojawia się setka przyczyn i tysiąc wymówek, by tego nie robić. Dlatego też wszelakie „plany na rok przyszły” w moim kalendarzu nie występują. I szczerze powiedziawszy, lepiej mi z tym. Oszczędzam sobie rozczarowań.

Zwłaszcza, że zeszły rok był dziwny.

Już początek był tragiczny. Nie minęły dwa tygodnie, a świat jednoczył się z Haiti. Wyspą, na której zginęło ponad ćwierć miliona ludzi. Trzęsienie ziemi zmasakrowało cały kraj, ale ujawniło też ciemną stronę człowieka. I nawet nędza, panująca na wyspie, nie usprawiedliwia obrazów, które widzieliśmy. Uzbrojonych ludzi, którzy zamiast nieść wzajemną pomoc, walczyli między sobą niczym… Trudno w sumie powiedzieć, niczym kto. Zwierzęta w takich sytuacjach zazwyczaj sobie pomagają…

Haitańską tragedię zapamiętałem też z innego powodu. Z powodu kłopotów naszego Tu-154M z bodajże blokiem zasilania. Nie przypuszczałem jednak, że wkrótce sylwetkę rządowego samolotu będzie znać cała Polska. Nie tylko sylwetkę zresztą….

Kwiecień tego roku przyniósł wydarzenie, które na stałe zmieniło nasz kraj. W oparach mistycznej, nierealnej mgły zginął Prezydent RP wraz z małżonką, elita sił wojskowych i czołowe postacie politycznej areny. Wydarzenie wręcz surrealistyczne, podobnie zresztą jak pseudośledztwo prowadzone przez Rosjan, wydarzenie, które najpierw wstrząsnęło Polską a później ją spolaryzowało. „Kto nie z nami, ten przeciw nam” – dramatyczne, ale jednocześnie – jakże prawdziwe. Co ciekawe, o ile mediom prawie udało się przekonać większość narodu o rzekomej winie pilotów internauci pokazali swoją siłę, wytykając prokuratorom obojga narodów nie tylko dziecinne wręcz błędy (bynajmniej nie wynikające z naiwności), ale także i fałszerstwa w zbieraniu i interpretacji dowodów. Czekam zatem, kiedy młody, nowy roczek, zapewne nieświadomy jeszcze, co go czeka, przedstawi nam nowe raporty i stenogramy.

A przecież kwiecień to kolejna katastrofa – tym razem Platformy. Niestety naftowej, tej w Zatoce Meksykańskiej. Wydarzenie wydawałoby się niepozorne, doprowadziło jednakże niemal na skraj bankructwa znany koncern naftowy BP, jednocześnie powodując katastrofę ekologiczną na niespotykanym i do dziś nieoszacowanym poziomie. A konsekwencje tejże katastrofy zapewne jeszcze nieraz się ujawnią, choć ze względu na blokadę informacyjną zapewne niewiele się o tym dowiemy.

W kwestii katastrof – wybory prezydenckie. Gdyby nie tragiczna śmierć śp. Lecha Kaczyńskiego można by powiedzieć – takich jaj dawno nie mieliśmy. Wąsata ciamarajda, lansująca się na powodziowych wałach z premierem w obliczu ludzkiej tragedii zapewne nigdy by nie wygrała. Zwłaszcza, że brat Prezydenta ukazał narodowi swe łagodniejsze, sympatyczne oblicze (które to wrażenie po wyborach niestety skutecznie zatuszował). Ale naród wybrał, dzięki czemu mamy niezły kabaret, w którym jednego dna Prezydent ustawę podpisuje, a drugiego dnia jest jej przeciwny. Taki Wałęsa bis.

Maj zapłakał deszczem, kąpiąc całą Polskę w deszczu i zalewając południe naszego kraju. Poprawka pogodowa przyszła w czerwcu udowadniając, że w Rzeczypospolitej możliwe są różne anomalie – na przykład zbudowanie osiedla na terenie zalewowym. Kto wydał zezwolenie na zbudowanie osiedla w tym miejscu i ile było w kopercie dla dobrodusznego urzędnika – o tym historia milczy. A szkoda, bo warto byłoby nazwisko takiego geniusza ujawnić, a jego samego obwiesić gdzieś na wrocławskim rynku, ku radości narodu i ku przestrodze innych łapowników. Choć podejrzewam, że reszty „ludzi o głębokich kieszeniach” nawet tak radykalny wyrok niewiele by nauczył. Pewne rzeczy oni mają po prostu we krwi – ot, lewicowe wychowanie. A że ludziom domy zalewa? Że tak Orwella sparafrazuję – „Wszystkie świnie są mądre, ale niektóre są mądrzejsze”. I wszystko jasne.

Powiało nadzieją w sierpniu. Powiało nadzieją, choć przyczyną była kolejna katastrofa. Tym razem w chilijskiej kopalni miedzi i złota. Skazano ich początkowo na śmierć, jednak kiedy okazało się, że żyją, dawano im dwa procenty szans. Jedna na pięćdziesiąt. A jednak nie poddali się – zarówno oni, jak i ratownicy. To właśnie dzięki nieustępliwości ratowników i postawie chilijskiego rządu mogliśmy już w październiku (na początku optymistyczne prognozy mówiły o końcu roku) usłyszeć niezapomniany okrzyk jednego z górników, Mario Sepulvedy:  „Vamos! Vamos! Vamos!” Tak, przybyli, przynosząc niesamowitą nutkę optymizmu w serca obserwatorów z całego świata.

Koniec starego roku przyniósł ponownie niepokój. W listopadzie padły strzały. Ostrzelano małą wyspę. Zapewne nikt nie zwróciłby na taki incydent uwagi, gdyby nie to, że strzały padły na pograniczu obojga Korei, jednego z najbardziej zapalnych punktów na świecie. Konflikt koreański, mimo regionalnego charakteru, miałby duży wpływ na gospodarkę świata, poza tym ryzyko zaangażowania się w konflikt globalnych mocarstw, a także fakt posiadania (prawdopodobnie) broni jądrowej przez czerwonoświńską Koreę Północną mogłoby przenieść lokalną wojnę na cały świat. Póki co, skończyło się na pobrzękiwaniu szabelką. Ale tylko póki co…

Odchodzi. Stary rok, ochłodzony w dodatku słabszym Golfsztromem, który przyniósł Europie zimę, odchodzi. Jeszcze mamy ten okres międzyświąteczny, by przemyśleć wiele spraw, kopnąć w tyłek starego dwatysiącedziesiętniaka i podać dłoń Nowemu. Kiedy spotykamy się w Wigilię z rodziną, składamy sobie życzenia. Nowy dla mnie nie rodzina, ale i jemu chciałbym życzyć. Niewiele, Nowy, niewiele…

Przyjmij ten opłatek. I bądź po prostu lepszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *