W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)

Jarek Sępek uznał, że skoro Fileas Fogg, bohater powieści „W 80 dni dookoła świata” Juliusza Verne’a objechał świat w 80 dni, to on, idąc jego śladami, zrobi coś podobnego, ale nie wyjeżdżając z Londynu. W 80 dni miał nagrać 80 próbek języków, przy czym miały one pochodzić od osób, dla których dany język jest ojczysty (tak, jakby odwiedzał te osoby w ich krajach).

Całość czyta się jednym tchem i autor zabiera w naprawdę wspaniałą podróż. Niestety ciśnienie podnosi się w momencie, kiedy Sępek wchodzi do pierwszej ambasady, czyli obiera najprostszą drogę odnalezienia osoby mówiącej w danym języku. Londyn to stolica ważnego państwa w Europie, więc bez większych problemów można znaleźć tam ambasady każdego kraju, z którym Wielka Brytania utrzymuje stosunki dyplomatyczne. I takie skoki ciśnienia towarzyszą podczas czytania za każdym razem, gdy autor wchodzi do kolejnych ambasad.

Drugą kontrowersją było dodanie do listy języka esperanto, który jest sztucznym tworem i dla nikogo nie jest ojczysty. Sępek doskonale o tym wie i tłumaczy się z tego przed Czytelnikiem, a następnie… bez żenady wpisuje go na listę języków, ku irytacji autora niniejszej recenzji.

W książce pojawiają się także zdjęcia – w formie kartek na kredowym papierze. Trochę mało, jak na 80 dni włóczenia się po Londynie, ale tutaj można żalić się tylko na wydawnictwo Carta Blanca. Nagrań języków można wysłuchać na stronie autora.

Przeczytać zdecydowanie warto, ale nie należy traktować poczynań autora śmiertelnie poważnie i trzeba wybaczać mu naciąganie zasad. Dopiero wtedy można cieszyć się tym tytułem i wracać do niego.

Zobacz w Mentis.pl: W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *