Jak zostać królem

JAK-ZOSTAC-KROLEM-300x432Nie lubię pisać o filmach, które mi się wyjątkowo podobały, a Jak zostać królem” należy właśnie do tej kategorii. Chyba podświadomie wiem, że zachwyt powinien pozostać niemy, gdyż ubrany w słowa bardzo łatwo potrafi się zmienić w swoją karykaturę. Z tego powodu postaram się pisać zwięźle, by nie zniszczyć przyjemności obejrzenia tego filmu, ujawniając zbyt wiele na jego temat. Wiem, że moje odczucia biorą się z połączenia w jednym filmie elementów, które lubię. By dać najprostszy przykład: wątpię, bym była pod takim silnym wrażeniem tego filmu, gdybym nie lubiła Colina Fitrha i Heleny Bonham Carter.

W filmie poznajemy bardzo istotny fragment życia księcia Alberta, a mianowicie wydarzenia poprzedzające jego koronację na Króla Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Jerzego VI Windsora. Książę, jest raczej osobą wycofaną i skupioną na swoim skromnym, rodzinnym życiu. Z powodu jąkania ma problemy z pełnieniem oficjalnych obowiązków, w szczególności wygłaszaniem przemówień. Po licznych nieudanych terapiach ze sławnymi profesorami książę trafia do Lionela Longue’a, specjalisty od problemów z wymową, którego jego żona znalazła poprzez ogłoszenie w gazecie. Ich współpraca nie układa się różowo, ale przynosi wymierne efekty, gdyż nowy terapeuta nie skupia się jedynie na fizycznych ćwiczeniach, ale stara się również dotrzeć do przyczyny problemów królewskiego pacjenta. Dynamika relacji pomiędzy tymi postaciami jest jednym z największych atutów filmu. Oglądamy szczerą przyjaźń rodzącą się powoli i napotykającą na wiele problemów, gdyż tych mężczyzn dzieli nie tylko pochodzenie, ale przede wszystkim temperamenty i ambicje. Realizm ich znajomości urzeka i umożliwia łatwe utożsamianie się z ich przeżyciami. Idealnie pokazane są ich rozbieżne wizje świata, oraz wizje własnej osoby. W różnym tempie są gotowi otworzyć się na siebie nawzajem.

Colin Firth idealnie pasuje do roli monarchy, który większość emocji przeżywa milcząc, widać je jedynie w delikatnych grymasach jego twarzy. Drugi raz z rzędu dał wyjątkowo kunsztowny i przejmujący popis gry aktorskiej i ponownie został nominowany do Oskara (poprzednio był pośród kandydatów do tej nagrody rok temu za „Samotnego Mężczyznę”), trzymam kciuki, że tym razem zostanie nagrodzony.

Rodzina królewska sprzed 100 lat pokazana w filmie budziła we mnie duży sentyment. Obecnie monarchia nie jest już taka elegancka i owiana nimbem tajemnicy, przez co sukcesywnie traci rangę symbolu narodowego, więc i rację bytu. Mieli w sobie naturalny dystans i w ich zachowaniu widać było klasę. W kontaktach z obcymi byli oschli, ale nie tylko z czystej wyniosłości (chociaż ten aspekt pewnie też towarzyszył ich zachowaniu), a raczej z poczucia niezręczności. Dobrze widać, że obracają się w zamkniętym środowisku i od dziecka mają wpajane, że prywatne życie to święta tajemnica, dlatego kontakt z obcymi zawsze był obarczony znamionami sztuczności. Treść wspomnianej tajemnicy jest banalna, a mianowicie ukrywa się fakt, że członkowie królewskiej rodziny nie są ideałami i tym samym walczy ze wszystkim, co może być zinterpretowane jako odstępstwo od jakiejkolwiek normy. Dążenie do ideału w tym przypadku nie polega wyłącznie na samodoskonaleniu się, ale również na wymuszaniu na dzieciach pożądanych cech i zachowań. To oczywiście nie przynosi oczekiwanych rezultatów.

Gorąco polecam wszystkim ten film. Warto go zobaczyć i istnieje duże prawdopodobieństwo, że się spodoba, nawet jeżeli nie wzbudzi takiego zachwytu jak we mnie. Szczególnie powinien przypaść do gustu tym, którzy lubią filmy oparte na ciekawie rozwijanych relacjach międzyludzkich.

Katarzyna Krawczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *