Karina Pjankowa – Z miłości do prawdy

zMilosciDo_PrawdyW stolicy ludzkiego państwa Erolu dochodzi do morderstwa. Podejrzanym pojmanym na miejscu zbrodni jest kahe, czyli nieczłowiek, członek wojowniczej, długowiecznej rasy, której terytoria graniczą z człowieczym krajem. Na swoje nieszczęście trafia w ręce najbardziej skrupulatnej śledczej w Straży Królewskiej. Młoda Rinnelis Tyen jest osobą do bólu konkretną, sumienną i praworządną. Wykonuje swoje obowiązki absolutnie profesjonalnie i we wszystkim przestrzega litery prawa. Wszyscy się jej boją, zarówno podejrzani, jak i współpracownicy. Otacza ją ogólna niechęć, ale wszyscy odnoszą się do niej z szacunkiem, gdyż nie ma sobie równych w swoim fachu. Dlatego też właśnie jej przypada w udziale wyciśnięcie zeznań z uparcie milczącego nieludzia.

Skutecznie stosując podstęp i zastraszenie, śledcza Tyen wydobywa prawdę z kahe, co jednak nie rozwiązuje sprawy, gdyż z pozoru proste morderstwo okazuje się być tylko wstępem do złożonej międzynarodowej i międzyrasowej, politycznej intrygi.

Autorka kreuje ciekawy, własny świat o skomplikowanej strukturze politycznej i kulturowej. Ludzie mają własne duże państwo, które graniczy z terytoriami różnych ras. Mamy nawiązania do elfów, krasnoludów, wampirów, przemieńców, ale najwięcej dowiadujemy się o rasie kahe i jej kulturze. W tej rzeczywistości liczy się również magia, która poza uprawnieniami wynikającymi z pełnionego stanowiska, jest głównym atutem i czasami też argumentem śledczej Tyen.

Wszystko to oglądamy z budynku biurokratycznego potwora, którym jest Straż Królewska, siły policyjne podzielone na wiele różnych wydziałów. Erol jest państwem, w którym władza sądownicza ma wysoką pozycję, przewyższającą nawet przywileje klasy arystokratycznej, więc i stróże prawa mają wiele do powiedzenia, a wszystkie warstwy społeczne odnoszą się do nich z szacunkiem silnie podszytym lękiem.

Główna bohaterka jest nietypową postacią, trudną do polubienia i ciężko zrozumieć, dlaczego taka się stała. Poznajemy jej rodzinę i młodość, ale to nie daje jasnej odpowiedzi. Wprawdzie można uznawać słuszność motywacji i zasad którymi kieruje się śledcza Tyen, to ona sama pozostaje niedostępna, szczególnie, że często przejawia arogancką wyższość wobec wszystkich. Jej niechęć wobec innych powoduje, że czytelnik musi uznać słuszność w sposobie zachowania innych postaci wobec głównej bohaterki. Może najbardziej na niekorzyść bohaterki działa fakt, że  nie próbuje nawet nawiązać z nikim więzi. Przez pewien czas jest zmuszona do spędzania czasu w towarzystwie kahe, podejrzanego w sprawie, którą prowadzi, ale nawet przymus przebywania z drugą osobą nie uruchamia procesu tworzenia się więzi. Skrajnie praktyczna śledcza cały czas trzyma swoje emocje na wodzy.

Postacie są niestety słabą stroną tej powieści, co jest zadziwiające, gdyż wielokrotnie zaskoczyły i urzekły mnie bardzo trafne opisy ludzkiego zachowania. Relacje Tyen z matką, czy podejrzanego kahe z jego podopiecznym są miejscami aż niepokojąco znajome. Naturalność tych interakcji na krótkie momenty bardzo zbliża czytelnika do postaci, by go później brutalnie odepchnąć, gdy urok chwili znika, ustępując miejsca ogólnej obcości i oschłości bohaterów.

Trudno mi oceniać tę książkę. Szczerze powiedziawszy, gdy ją skończyłam byłam zdziwiona i nie wiedziałam co myśleć. Pierwsza połowa bardzo mi się podobała, mimo dystansu jaki istniał pomiędzy główną bohaterką a czytelnikiem. Przypuszczałam, że autorka pozwoli nam się zbliżyć albo przynajmniej oddalić, potępić – pozwoli na jakąś silniejszą emocjonalną relację z postacią. Jednak śledcza Tyen nie zmienia się do końca, właściwie żadna postać nie wydaje się ewoluować pod wpływem zdarzeń, a dzieje się wiele i to rzeczy, które nie powinny po nikim tak po prostu spływać. Ten problem rzutuje również na fabułę. Upór i niezmienność postaci powoduje, że ich działania stają się czasami nielogiczne, ale są niezbędne, by autorka posunęła historię do przodu.

Druga połowa książki, niestety nie spełnia oczekiwań, które kreuje atrakcyjny początek. Misterna intryga pozostaje, ale śledztwo rozłazi się w szwach i wiele zostaje pozostawione przypadkowi. Autorka chyba nie miała pomysłu jak dalej prowadzić narrację, albo straciła zupełnie zainteresowanie postaciami. Istnieją pewne przesłanki wskazujące na tę drugą okoliczność. Jakakolwiek była przyczyna nagłego spadku formy pisarskiej to i tak szkoda, gdyż po przeczytaniu ostatniej strony pozostaje rozczarowanie i żal z powodu zmarnowanego potencjału.

Katarzyna Krawczyk

Autor: Karina Pjankowa

Tytuł: „Z miłości do prawdy”

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 512

Data wydania: 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *