Robert Foryś – Sztejer

sztejer-robert-forys-168856Co powstanie, gdy weźmiemy na warsztat Wiedźmina, post-apokaliptyczne Resident Evil i słowiańskiego ducha? Pierwotnie klasyczna książka fantasy.
Robert Foryś, autor jak dotąd dwóch tytułów („Za garść czerwońców”  i „Początek nieszczęść królestwa”), serwuje nam danie wielce przyzwoite. Dynamiczna, pierwszoosobowa narracja wiedzie nas w świat nienazwanej, choć wyraźnie przywołanej Polski;  Polski czasów nieokreślonych, rzecz bowiem dzieje się „po Zagładzie”. Miasta, ludzie, bestiariusz – początkowo wszystko przywodzi nam na myśl fantastyczne średniowiecze, lecz wraz z upływem kartek nie jesteśmy już tego tacy pewni.  „Żelazne ptaki” latające ongiś po niebie, prąd elektryczny… Czy to aby nie jakoś po 2012?

Pomysł na świat powieści zdecydowanie był ciekawy. Szkoda tylko, że autor nie położył nań większego nacisku. Od przegniłych miast czy mrocznych mateczników znacznie istotniejsza jest tu akcja, co niektórych na pewno ucieszy. Ja sobie wzdycham cichutko…

Jeśli chodzi o akcję – mamy zabójcę, który zabija, kombinuje, jak nie dać się zabić, zażywa uciech cielesnych, daje się wplątywać w intrygi, słowem : chodzi sobie po świecie, jak na klasycznego fantasy-zbira przystało. Ani to oryginalne, ani porywające, ale wystarczająco ciekawe, by się dobrze bawić, czytając. I zakończenie zaskakuje. Aż się zdziwiłam, jak miło. Nie, nie odkrycie, kto jest finałowym Wielkim Złym. Ten niestety nie robi wrażenia żadnego.

Postaci raczej nie zachwycają. Ciężko tu o kogoś oryginalnego, zapamiętywalnego. Główny bohater to alternatywna wersja pewnego powszechnie znanego i lubianego albinosa. Różnie? Sztejer nie jest albinosem. Pozbawiono go też tego, co u Geralta podobało się najbardziej: jakiejś głębi psychologicznej, inteligencji, złożoności. Forysiowy Vincent to stworzenie dziwne. Odarty z tej filozoficznej warstwy , prosty rębajło zabijający za pieniądze, który jest tam sobie jakimś mutantem i w związku z tym cierpi ponoć jakieś katusze duchowe (jakie?), w dodatku „myśli fiutem”, jak sam o sobie mówi, przez większą część powieści (ja nie narzekam, urozmaica to przynajmniej akcję, ale jednak dobitnie świadczy o tym, z jakim to nie-człowiekiem mamy do czynienia ). Bez skrępowania przyznaje się czytelnikowi, że nie zna odpowiedzi na żadne z serii pytań „dlaczego?” oraz „jak?”, a w życiu kieruje się kilkoma prostymi zasadami. Jednocześnie napotkanych ludzi ocenia jako rozmówców miłych, acz niezbyt skomplikowanych intelektualnie. Czy aby nie przyganiał kocioł garnkowi?

Właściwie to trochę nieuczciwie porównywać  Sztejera do Wiedźmina. Mistrzowi Andrzejowi dorównać… powiedzmy, że „ciężko”. Ale jak tu nie porównywać, kiedy to na porównaniu właśnie bazuje Foryś? Skutek tego bazowania i innych zabiegów jest taki, że dostajemy do przeczytania książkę lekką, przyjemną, średnio ambitną – i nawet przeciętny czytelnik zauważy, że warto by dopracować to czy owo. Niemniej jednak, zapoznać się nie zaszkodzi, a fanom fantasy w czystej formie zapewni solidną rozrywkę. I chyba o nic innego nie chodzi.

Alicja Rejek

Autor: Robert Foryś

Tytuł: „Sztejer”

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 312

Data wydania: 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *