Chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy

Zapach pierników, niczym wisielec targany wiatrem, unosi się pod sufitem. Wwierca w moje nozdrza tak nachalnie, że żołądek domaga się choć jednego, małego, zaspokajającego gryza brązowej pyszności. Co roku Mark przynosi mi wypieki od swojej żony. Dziś, po dwunastu latach, cały czas nie wiem dlaczego.

Ciężkie kroki wypełniają korytarz, raz za razem, dźwięki uderzają mocno w wypolerowane płytki. Czekam, niczym małe dziecko, siedząc na skraju łóżka i nasłuchując. Stają przede mną, smutni i zatroskani, żaden nie patrzy mi w oczy. Chciałem pogłaskać ich po głowach, powstrzymałem się jednak i posłałem tylko szczery uśmiech. Przynieśli bransoletki. „Nie trzeba” powiedziałem. Nalegali, więc pokornie wysunąłem dłonie przed siebie. Zimny metal drażnił skórę, wzdrygnąłem się na chwilę. Uśmiechnęli się mówiąc, że srebrny kolor pasuje do siwych włosów.

Przychodzimy jako ostatni. Honorowy gość wieczoru, zaszczyt na który czekałem zbyt długo. Nie widzieliśmy się tyle lat, a ja potrafię rozpoznać każdą twarz. Piegowaty chłopiec bez prawego oka to Bruce, wyrósł na przystojnego faceta. Jego siostra, Kate, pewna siebie kobieta sukcesu, choć spod jej ciasnej marynarki wystają protezy dłoni. Patrzą na mnie rybim wzrokiem, żadnych uczuć, zadawnionych urazów i żali.

Ksiądz chyba jest niezadowolony, wygląda jakby wyciągnął najkrótszą słomkę i musiał przyjść w Wigilię właśnie do mnie. Cóż, widać żywimy do siebie podobne uczucia. Widzieliśmy się kilka godzin temu, nie był w stanie wykrztusić, że „Bóg mi wybacza”. Ja mu wybaczyłem.

Strażnicy przypinają mnie do łóżka, szukają żył w które wbiją wenflony. Patrzę w biały sufit i nie widzę nic.

Moje łóżko podnosi się do pionu i po raz ostatni patrzę na ludzi, z którymi spędziłem ostatnią Wigilię na wolności. Kate, Bruce, brakuje Johna, ale śruby jakie chirurdzy umieścili w jego nogach sprawiają mu ogromny ból, gdy temperatura spadnie poniżej zera. Tak mówił oskarżyciel na rozprawie.

Naczelnik czyta orzeczenie sądu i pyta się o moje ostatnie słowa.

– Chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy. – mówię patrząc w zdrowe oko Bruca.

Zegar wskazuje dwunastą, moje żyły wypełnia tiopental. Za parę sekund usnę, a pankuronium i chlorek potasu dokończą sprawę. Dałem tym dzieciakom gwiazdkę, której nie zapomną do końca życia. I to po raz drugi.

0 thoughts on “Chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy

  1. Przewrotne opowiadanie i ciekawy temat. Szkoda tylko, że takie krótkie i niewiele wyjaśnia z przeszłych grzechów głównego bohatera. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *