„Czarny łabędź” – w pułapce perfekcjonizmu

black-swan-czarny-labedz-bprod59593775Nina jest doświadczoną tancerką i od wielu lat członkinią trupy Nowojorskiego Baletu. Dotychczasowa gwiazda i primabalerina Beth zostaje odesłana na emeryturę i pojawia się okazja zdobycia głównej roli w najnowsze produkcji – „Jeziorze łabędzi”. Łagodna i uprzejma Nina od dawna marzy o poważniejszej roli. Niestety reżyser ma wątpliwości, gdyż widzi w niej tylko dobrą księżniczkę Odettę, ale już nie zwodniczą Odile. Dziewczyna bardzo pragnie przekonać go, że posiada również mroczną, niebezpieczną stronę, która pozwoli jej przedstawić w tańcu obie, tak różne postacie. Dostaje swoją szansę, ale to dopiero początek drogi do sukcesu, a cały czas po piętach depcze jej młoda tancerka Lily.

Główna bohaterka za wszelką cenę stara się być idealna, perfekcyjnie tańczyć i spełniać stawiane przed nią wymagania. Niestety reżyser żąda od niej zachowań, które wydają się być sprzeczne z jej naturą i charakterem. Czy na pewno?

Wyścig szczurów, windowanie wymagań przez przełożonych, podsycanie ambicji, perfekcjonizm, pracoholizm – wszystkie te problemy są pięknie pokazane w tym filmie. Cała trupa rządzona jest  na zmianę przy pomocy poniżania i łechtania ambicji. Panuje ciągły strach przed zastąpieniem przez kogoś innego. Dla wielu osób ten film może być zwierciadłem ich stosunków w pracy. Wielu moich znajomych mogłoby godzinami opisywać podobne sytuacje dziejące się w ich firmach. Pozornie oderwany od rzeczywistości i przeciętności, zamknięty świat sztuki jest dużo bliższy szarej codzienności niż można by się było spodziewać.

Są tacy reżyserzy, którzy mają na tyle własny styl, że ludzie albo ich uwielbiają albo nie znoszą. Mało kto traktuje ich twórczość z obojętnością i dystansem. Ich maniera albo drażni albo zachwyca, a kreowany, specyficzny świat albo urzeka albo konfunduje. Darren Aronofsky jest właśnie jednym z takich reżyserów. Nigdy do mnie specjalnie nie trafiał, a „Rekwiem dla snu” jest jednym z najgorszych filmów jakie pamiętam. Ogólnie miałam sceptyczny stosunek do dzieł tego reżysera, zabarwiony bardziej negatywnymi odczuciami. Spodziewałam się filmu dziwacznego, ale nie w taki sposób, który lubię, więc bardzo zdziwiłam się, jak bardzo spodobał mi się „Czarny łabędź”. Być może chodziło o temat, lubię bardzo estetyczne filmy i tematykę sztuki. A być może pierwszy raz miałam wrażenie, że reżyser pozwolił mi się zbliżyć do postaci, którą wykreował. Nina jest niesamowicie delikatna i wrażliwa, wzbudza sympatię i współczucie. Zapewne dlatego jej historia mnie wciągnęła, a oglądanie filmu dało mi dużo przyjemności. Zdecydowanie jest to obraz wart polecenia, chociaż nie jest to najprostsza rozrywka.

Katarzyna Krawczyk

0 thoughts on “„Czarny łabędź” – w pułapce perfekcjonizmu

  1. A moim zdaniem rozrywka jest prosta, a sam film – płyciutki…

    Ale od początku. Black Swan jest z pewnością barwnym filmem, nakręconym z rozmachem, z urzekającym, baśniowym klimatem. Dynamika, efekty specjalne, budowanie napięcia – najwyższa klasa.

    Jednak żeby wyciągnąć coś z głębi? Dwa wnioski – nie pędź za karierą i nie bądź nadopiekuńczym rodzicem. Nie czarujmy się – to NIE JEST głębokie ani odkrywcze.

    Kompletnie nie rozumiem zachwytu nad Czarnym Łabędziem. Wolę Jamesa Bonda – ta sama liga, a przynajmniej ideologii nikt nie dorabia.

  2. Prostota rozrywki nie jest dla mnie wyznacznikiem głębi przekazu. Zgadzam się, wnioski płynące z tej historii są proste. Chodzi o przystępność odbioru, na przykład „Parnassus” Gilliama jest filmem raczej głupiutkim i puściutkim, ale dla wielu osób nie do przejścia z powodu estetyki i sposobu prowadzenia narracji- od razu dodam, że mi się całkiem podobał 😉

    Darren Aronofsky – jest mistrzem pretensjonalności i do większości ludzi jego filmy nie trafiają. Do mnie większość jego filmów nie trafia, ale w „Łabędziu” udało mu się na tyle estetycznie zbliżyć do pretensjonalności Greenewaya(Greenaway to jeden z moich ukochanych reżyserów, co powoduje natychmiastowy sceptycyzm do mojej osoby u wszystkich, którzy się dowiadują o tej słabości 😉 ), że dla mnie to zadziałało.

    Nie wiem czy widziałeś inne jego filmy, „Pi” czarno-biały film o matematyku, ciekawy pomysł, ale zupełnie położony, przez brak konceptu o czym właściwie ma być ta historia; czy skrajnie głupiutkie i prostackie „Rekwiem”, albo „Źródło” film śliczny, ale pozbawiony sensu.Na tym tle „Łabędź” zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie 😉

    Nie wiem za bardzo jaki film według ciebie odkrywa coś nowego, ale ja osobiście nie oglądam filmów dla morałów i nauk z nich płynących. Lubię znajdować w filmie coś co odnosi się bezpośrednio do świata, który mnie otacza, ale nie jest to dla mnie niezbędne by dobrze bawić się na filmie. Właściwie sama nie zawsze wiem, czemu niektóre filmy bardzo mi się podobają, a inne nie. Są pewne cechy filmów, które zwiększają prawdopodobieństwo, że spodoba mi się film np. ciekawa estetyka, zawikłana i przewrotna historia, aktorzy/aktorki, które lubię, ale to nie zawsze się sprawdza.

    Porównanie do Jamesa Bonda uważam za przesadnie prowokacyjne, bo to zupełnie inny typ filmu, operujący inna wrażliwośćią, skierowany do innej publiczności i mający wywoływać inne reakcje. Przede wszystkim rozrywka nie jest jego głównym zadaniem, a w przypadku filmu typu James Bond rozrywka jest priorytetem. Z tego co pamiętam Bondy nawet nie próbują szczególnie operować klimatem, tajemnicą, ani grozą 🙂 – zaznaczam, że nie mam nic przeciwko Bondom, pamiętam, że niektóre mi się podobały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *