Rango

Rango-Movie-Poster-1Na Dzikim Zachodzie w stylu klasycznych westernów jest położne miasteczko zamieszkane przez różnego rodzaju małe zwierzaki: jaszczurki, gryzonie, małe ptaki i inne. Trafia tam kameleon, o niespełnionych aspiracjach filmowych i przyjmuje pseudonim Rango. Żeby zdobyć poważnie w nowym miejscu, na poczekaniu tworzy sobie legendę nieustraszonego bohatera, a ponieważ taki jest akurat niezbędny to w bardzo krótkim czasie musi potwierdzić swoje męstwo. Udaje się mu i zostaje szeryfem. Miasto boryka się z problemem braku wody, a więc ten kto kontroluje dostęp do niej ma władzę.

Problem z tego rodzaju kreskówkami polega na tym, że mają podobać się widowni w każdym wieku. Z tego powodu akcja jest wartka, tematyka umiarkowanie poważna, a żarty odnoszą się do kultury, przede wszystkim innych filmów. Zdziwiło mnie, że nie mogę łatwo znaleźć ograniczeń wiekowych dla tego filmu, a na seans przyszły osoby z maluchami w wózeczkach. Szczerze powiem wątpię, by dziecko poniżej 8 lat mogło nadążyć za tym filmem. I mówię w tym momencie jedynie o tempie narracji, złożoności intrygi oraz mnogości postaci. Treść też wydawałoby się wymaga starszej publiczności, gdyż jak przystało na western trup ściele się gęsto. Swobodne podejście do prawa i typowo amerykański relatywizm moralny też nie są do końca tym co ja bym chciała pokazywać małemu dziecku. Co do żartów to już w ogóle, mam wrażenie, że trzeba mieć chyba co najmniej naście lat i raczej oglądać sporo filmów, żeby się w nich połapać, gdyż nawiązania często odwoływały się do klasyków gatunku łącznie z kultowym wizerunkiem Cilnta Eastwooda z 1967. Osobiście nieźle się ubawiłam na tym filmie, również inni dorośli wychodzący z sali wydawali się zadowoleni, jednak dzieci chyba pozasypiały.

Oprócz przyjemnej, trochę dziwacznej historii wielkim plusem tego filmu jest animacja. Nie wiem czy jest ona wyjątkowo płynna i dobrze zrobiona. Nie chodzi mi o jej walory technicznie, ale o wartość estetyczną. Bardzo długo nie mogłam się przekonać do animacji komputerowej. Lubię najróżniejsze filmy animowane – rysunkowe i lalkowe; amerykańskie, europejskie i japońskie – bo każde z nich mają oddzielną specyficzną stylistykę. Dotychczas animacja komputerowa mnie nudziła, gdyż wszystkie te filmy były bardzo do siebie podobne wizualnie. Niby wszyscy się zachwycali, że niebieski potwór czy kotek ma futerko, ale wszystko kręciło się tej mniej lub bardziej cukierkowej konwencji przedstawiania postaci. „Rango” świadomie operuje stylistyką i jedną konkretną kategorią estetyczną. Ten film jest brzydki, postacie są brzydkie i wyleniałe, miasteczko jest odrapane i rozpadające się, krajobraz jest suchy i nieprzyjazny. Pierwszy raz komputerowa animacja na poziomie czysto wizualnym, nie tylko dlatego, że miała ciekawą fabułę lub zabawne dialogi.

Sądzę, że warto zobaczyć „Rango”, chociażby dlatego, że różni się od innych tego typu produkcji. Dla miłośników westernów może być również świetną zabawą w wychwytywanie aluzji. Jednak nie polecam zabierania dzieci czy dużo młodszego rodzeństwa, mogą się zwyczajnie znudzić.

Katarzyna Krawczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *