Sala samobójców – depresja nie jest modnym gadgetem

sala_samobojcow_plakat-708x1024Dominik pochodzi z bogatej rodziny, uczęszcza do prywatnej szkoły, za kilka miesięcy czeka go matura. Jest przeciętny w swoim otoczeniu, nie zwraca niczyjej uwagi, grzecznie pokazuje się z rodzicami w teatrze, ma sporo znajomych, dziewczyny się za nim oglądają. Na studniówce dochodzi do sytuacji, która powoduje, że zaczyna kwestionować to, co o sobie dotychczas uważał. Wątpliwości prowadzą do jednej wstydliwej sytuacji, z której usłużny kolega robi sensację na popularnym portalu społecznościowym. Dominik jest zdruzgotany, sam nie do końca pewny co się z nim dzieje. Tym bardziej nie chce iść do szkoły, gdzie będzie wystawiony na publiczne pośmiewisko. W domu zapuszcza się w czeluście Internetu, gdzie dołącza do grupy o złowieszczej nazwie „Sala samobójców”. Poznaje tam Sylvię, dziewczynę w podobnym wieku co on, która zostaje jego mentorką.

Muszę się przyznać, że ze zgrozą czytam niektóre opinie o tym filmie. Nie mówię tutaj o typowo polskim szukaniu dziury w całym, ani o głupkowatym przekonaniu niektórych, że to właśnie oni jedyni na całym świecie wydają wyrok, który film jest dobry i wartościowy, a który nie. Internet jest pełen takich bzdur. Chodzi mi bardziej o agresję w stosunku do głównego bohatera albo o skrajne lekceważenie jego sytuacji.

Dominik podobno należy do subkultury „emo”. Piszę podobno, gdyż ta etykietka nie pada w filmie, a nie jest to grupa, z którą kiedykolwiek miałam styczność w życiu – zbyt dawno temu skończyłam liceum. Z tego co zaobserwowałam uważa się tę subkulturę za pretensjonalną, naiwną, zmanierowaną i hołubiącą szkodliwe ideały lub zachowania. Zapewne to prawda, silne utożsamianie się z jakąś grupą w większości przypadków powoduje, że człowiek staje się dziwaczną karykaturą. Jednak powyższe dwa zdania są prawdziwe w odniesieniu do znakomitej większości subkultur i ludzi, którzy nie potrafią istnieć samodzielnie poza wyraźnie zdefiniowaną grupą, ale z jakiegoś powodu „emo” mają opinię wyjątkowo płytkich i głupich. Mam pewną teorię na ten temat. Osobiście podejrzewam, że nie są ani gorsi ani lepsi od innych. Ale, po pierwsze, propagują androgeniczny typ urody zarówno dla dziewcząt, jak i dla chłopców, co przy silnie zakorzenionym seksizmie w naszej kulturze rodzi agresję. Drugim powodem jest skupianie się na bólu istnienia. Zapewne dla wielu młodych ludzi afiszowanie się skrajnym pesymizmem to próba zwrócenia uwagi otocznia, podążanie za stereotypem wykreowanym przez grupę, ale w „Sali samobójców” nic podobnego nie ma miejsca. Zdarzenia w życiu Dominika negatywnie działają na jego psychikę. Jednak bardzo wiele osób lekceważąco podchodzi do problemów bohatera i spisuje je na karb subkultury, do której chłopak być może należy, jakby nie przyjmując do wiadomości, że mają one realne przyczyny.

Możliwe, że zszokuję tym kilka osób, ale „emo” nie wymyślili depresji. To uznawana przez Światową Organizację Zdrowia i udokumentowana jednostka chorobowa. Dolegliwość, która często jest pośrednim lub bezpośrednim powodem śmierci chorego. Jest zaliczana do chorób cywilizacyjnych, co oznacza, że częściej występuje w społeczeństwach rozwiniętych, o wyższej stopie życia. Dominik cierpi na tę chorobę. Zamyka się w pokoju i nie wychodzi tygodniami, ma napady histerii i paniki, które prowadzą do samookaleczenia się. Rodzice bagatelizują jego zachowania. Właściwie nie bywają w domu, a sytuację traktują w kategorii niewdzięczności, wybryków i fanaberii. Chcą szybkiego rozwiązania problemu, najlepiej takiego, które nie będzie wymagało od nich udziału ani refleksji. Syn ma zdać maturę, iść na studia i nadal pięknie nadawać się do popisowych występów przed znajomymi rodziców. Podobnie wypowiadają się niektórzy widzowie: „czemu on się tym przejmuje, co koledzy piszą w Internecie?”, „czemu nie weźmie się w garść?”, „inni na świecie nie mają co jeść, a on to ma problemy” i tak dalej. Dominik jest chory, jakby mógł się nie przejmować i wziąć w garść, to by to zrobił. Takie wypowiedzi świadczą  jedynie o bardzo niskiej świadomości społecznej, czym jest depresja i niechęci wobec osób, które na nią cierpią. Negatywny stereotyp powoduje, że wielu z nich nie szuka pomocy lekarza, a ludzie, którzy wygłaszają takie poglądy jedynie pogarszają stan chorych i dodają im cierpienia.

Zasmuciło mnie też interpretowanie filmu na zasadzie odwracania kota ogonem i czynienia internetowej grupy „Sala samobójców” źródłem problemu Dominika. On szukał zrozumienia w Internecie, bo w świecie rzeczywistym był ignorowany lub wyszydzany. Absolutnie nie uważam, że grupa nastolatków z problemami emocjonalnymi jest w stanie pomóc osobie chorej na depresję, zapewne kontakt z nimi dodatkowo mu zaszkodził. Jednak byli skłonni go wysłuchać i nie oceniali go, więc w oczywisty sposób stali mu się bliżsi niż ludzie w „realu”.

Wspaniałe w tym filmie jest to, że nie muszę zaczynać zdań od „jak na polski film” i tym podobnych fraz. Nie jest to ani wulgarna komedia, ani patetyczny festiwal martyrologii narodowej, czy innych rozliczeń historycznych. „Sala samobójców” to mówiąca o aktualnych problemach, dobrze napisana, ładnie zagrana i solidnie zrealizowana produkcja na światowym poziomie. Nie wiem, czy to film wybitny w jakiś sposób, ale na pewno nie jest zły. Być może nie każdego poruszy, ale sądzę, że warto go obejrzeć i samemu ocenić, gdyż jest ciekawą propozycją nie tylko pośród rodzimych produkcji.

Katarzyna Krawczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *