Nieściszalni – miasto w rytmie absurdu

sound-of-noise-movieAmadeusowi Warnebringowi słoń nadepnął na ucho, co jest raczej tragiczną przypadłością dla osoby pochodzącej z rodziny wybitnych muzyków. Od dzieciństwa nie znosił muzyki i dlatego wybrał karierę, która powinna nie mieć z nią nic wspólnego – został policjantem. A jednak i tam go dopadła pod postacią muzycznych terrorystów, którzy obrali sobie miasto jako swój instrument. Planują oni koncert w czterech częściach i zamierzają wykorzystać w tym celu wszelkie dostępne instrumenty perkusyjne. Warnebring musi zmierzyć się z własnymi frustracjami i jednocześnie złapać panoszących się bębniarzy.

Nieściszalni” pokazują kilka różnych kontrastów. Pomiędzy ludźmi, którzy żyją sztuką, a tymi dla których jest ona mało istotnym dodatkiem. Ale również pomiędzy sztuką wysoką – zamkniętą w instytucjach kultury, dostępną dla wybranych – i sztuką niezależną – ulicznym performancem, którego świadkami są wszyscy, którzy mówiąc kolokwialnie się napatoczą. W tym przypadku, czy tego chcą czy nie. Od razu widać, że film jest afirmacją wolnej ekspresji, zarówno wolnej od ograniczeń przestrzennych, jak również sztywnych, dawno ustalonych norm i wyświechtanych środków przekazu. Jednak nie wpada z jednego nadęcia w inne, wszystko jest potraktowane z dużą dozą absurdalnego humoru i puenta żartów nie rzadko uderza również w muzycznych terrorystów.

Film nie traktuje się szczególnie poważnie i nie trzeba się w ten sposób do niego nastawiać. Wprawdzie to film europejski (a konkretnie szwedzki) i artystyczny, ale nie jest smętny, ani przeintelektualizowany. Przede wszystkim jest zabawny, czasami w dziwaczny i absurdalny sposób.  Odwołuje się do radosnych aspektów sztuki, jej nieskrępowanej ekspresji. Bezpretensjonalnie podrzuca publiczności poważniejsze tematy, ale widz nie ma obowiązku ich podejmować, można skupić się wyłącznie na rozrywce.

Dodatkowo, ja, osobiście miałam wiele ciepłych uczuć i współczucia dla Warnebringa. Mnie też słoń nadepnął na ucho, z czym rodzice próbowali walczyć posyłając mnie na lekcje pianina, których skrycie nienawidziłam. Dlatego udręka głównego bohatera była mi całkiem bliska.

Szczerze polecam ten film wszystkim fanom muzyki, szczególnie tym, którzy cenią sobie eksperymenty dźwiękiem. Dodatkowo miłośników absurdalnego humoru i historii zabarwionych wesołym nonsensem powinien ten film usatysfakcjonować. W 2010 roku na Warszawskim Festiwalu Filmowym „Nieściszalni” zdobyli nagrodę publiczności, sama byłam świadkiem entuzjastycznych owacji po dwóch seansach. Już sam fakt, że ten film był ulubieńcem publiczności, a nie tylko zblazowanej i zmanierowanej krytyki powinien być najlepszą rekomendacją.

Katarzyna Krawczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *