Jaśnie chamstwo

Jakiś wysyp teleturniejów nastąpił. Najpierw w stacjach komercyjnych, później, dostrzegłszy potencjalny zysk, dołączyła do wyścigu i telewizja publiczna, która od komercyjnych różni się już tylko właściwie tym, że można na niej obejrzeć film w jednym kawałku. Teleturnieje te robione są na jedną modłę – z jednej strony uczestnik, z drugiej jury składające się z gwiazd. A ponieważ gwiazd, mających ochotę brać udział w tego typu programach nie ma za dużo, jury uzupełnia się ludźmi znanymi z tego, że są znani.

Czegóż może taki biedny uczestnik oczekiwać?

Oto siedzi przed nim szacowne jury. Pierwsze, co czasem rzuca się w oczy to fakt, iż szanowny juror siedzi sobie w najlepsze w czapce albo kapeluszu. W kręgach ludzi kulturalnych takie zachowanie świadczy o prostactwie. Ot, ktoś wpuścił chama na salony i nie wytłumaczył, że przebywać w gronie ludzi w nakryciu głowy nie wypada, bo to najzwyklejszy w świecie brak szacunku. No i siedzi sobie taki pseudogwiazdorek i uważa, że wszystko jest OK a on jest „trendy”. Przykro mi to mówić, ale nie jest.

I ten familiaryzm, połączony z poczuciem wyższości nad uczestnikiem… Odnoszę wrażenie, że takiemu jurorowi słowo „Pan/Pani” przez gardło nie przejdzie. Nie i już. On jest z każdym na „ty”, można odnieść wrażenie, że najchętniej wstałby z miejsca, podszedł i każdego uczestnika poklepał po ramieniu. Jednocześnie dobitnie pokazuje, kto tu jest prawdziwą gwiazdą widowiska. On jest ekspertem we wszystkim – śpiewaniu, tańcu, kabarecie, teatrze… Po prostu taki „kulturalny” James Bond. I jeszcze ten protekcjonalizm… Tylko czekam, który pierwszy powie niczym hrabia Ponimirski: „Czy Pan/Pani naprawdę nie zdaje sobie sprawy z dystansu, jaki nas dzieli”? Tyle, że hrabia Ponimirski używał jednak formy „Pan”. Ale on przecież był wariatem.

No i ta kultura języka. Można się nieźle uśmiać widząc, jak niektóre gwiazdy z trudem klecą poprawne zdania. A jeszcze do tego złożone. Zmieniłem zdanie o wielu osobach, znanych z filmów czy ze sceny. I nie tylko przez pospolite buractwo, ale także ich niektóre wypowiedzi. Razi mnie knajactwo, próba wprowadzenia do słownika ludzi kulturalnych słów typu „zajebiste” i tym podobnych. Z drugiej strony, to niestety takie polskie. Anglik powie, że coś jest cudowne, Niemiec, że przepiękne a Polak, że zajebiste. Ale skoro przykład idzie z telewizji…

Brak mi programów typu „Wielka gra”. Gdzie uczestnik musiał co prawda dużo wiedzieć, ale to on był gwiazdą programu. Gdzieś tam w tle byli eksperci, trochę publiczności i niesamowita Stanisława Ryster (prowadziła ten program trzydzieści jeden lat!). Program, który oglądałem z przyjemnością (i nie ma co ukrywać – zazdrością). Niestety, to co dobre jest wypierane przez to, co przynosi zysk.  Prawa ekonomii wygrywają z jakością. Teraz rządzi pieniądz, walka o widza i reklamodawców. Kto ma więcej gwiazd, więcej luzu i prostactwa, ten ma większy dochód.

I wtedy jest zajebiście.

Robert Rusik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *