Val McDermid – Syreni śpiew

syreniW połowie lat 90tych ubiegłego wieku okrutny, seryjny morderca grasuje po angielskim mieście Bradfield. Zabija mężczyzn w średnim wieku i porzuca ich w dzielnicy słynącej z klubów gejowskich, co oczywiście powoduje zarówno strach w tym środowisku, jak i poszukiwanie podejrzanych pośród homoseksualistów. Zbrodnie nakładają się na burzliwy okres w samej policji, która powolnie i z oporami przechodzi zmiany. Po pierwsze komputeryzuje się, a po drugie zmienia metody operacyjne, zaczyna korzystać z pomocy profilerów. Tym właśnie zajmuje się Tony Hill: jest psychologiem profilującym przestępców, by ułatwić policji typowanie podejrzanych.

Tradycjonaliści w jednostce policji podejrzliwie i z kpiną podchodzą do jego wkładu w śledztwo. Współpracuje z oficer Carol Jordan, która ma doświadczenie w pokonywaniu oporu co bardziej konserwatywnych kolegów, gdyż jako kobieta, która zrobiła imponującą karierę w policji, musiała wielokrotnie borykać się z zazdrością lub lekceważeniem mężczyzn w swoim oddziale.

Na początku „Syreni śpiew” przypadł mi do gustu z powodu swojej konstrukcji. Rozdziały opisujące pracę policji są przeplatane fragmentami megalomańskich zwierzeń mordercy, pozwalających czytelnikowi zrozumieć motywacje sprawcy. Dzięki temu czytelnik poznaje dużo faktów dotyczących zbrodni i działań mordercy w zróżnicowanej postaci, a nie jedynie wywodów i sprawozdań policyjnych. Dobrym urozmaiceniem jest również postać psychologa profilera, myślącego i działającego inaczej, niż detektywi. Niestety struktura tej powieści to jedyna rzecz, która mi się spodobała, treść już zdecydowanie mniej i to z trzech ważnych powodów.

Pierwszym jest okrucieństwo, w którego opisy autorka zagłębia się z pornograficzną fascynacją. W pamiętniku mordercy mamy bardzo krwawe opisy tortur i satysfakcji, jaką czerpie z nich sprawca. Wprawdzie jego psychopatyczny umysł stanowi świetną wymówkę, by właśnie wchodzić w te szczegóły z porządnieniem i fascynacją, jednak ja czułam dziwne zażenowanie, czytając te fragmenty. Miałam wrażenie, że autorka włożyła w nie więcej uczucia i starań, niż w rozdziały opisujące pracę policji.

Przejdę zatem do drugiego problemu, który spowodował moją niechęć do tej książki, a mianowicie główne postacie. Mordercy nie potrafię lubić, nawet moje współczucie wobec tej postaci jest bardzo ograniczone, mimo jego dosyć łzawego życiorysu. Carol Jordan jest straszliwie nijaką osobą, trudno zrozumieć czemu zawdzięcza swój szybki awans, skoro autorka twierdzi, że nie jest to łóżko. I wreszcie Tony Hill, facet z syndromem studentów psychologii, którzy idą na ten wydział, by się samemu leczyć. Samo w sobie nie byłoby to takie straszne, ale gdy tylko udawało mi się wykrzesać jakieś pozytywne uczucia – głównie współczucie – dla niego, to robił lub mówił coś zniechęcającego i na nowo musiał zdobywać moją sympatię. Niestety ta sinusoida moich uczuć w stosunku do niego kończy się daleko poniżej zera.

Na końcu nie mogę nie wspomnieć o tle powieści, którym jest środowisko homoseksualistów. Moim zdaniem autorka weszła na grząski grunt i niestety zapadła się po szyję. W tej powieści nie ma ani jednego neutralnie ukazanego geja. Wszyscy przemykają się w tle i są do bólu przesiąknięci negatywnymi stereotypami przypisywanymi tej mniejszości. Na to nakłada się lepiej, lub gorzej tajona niechęć i agresja postaci heteroseksualnych. W ten sposób pod postacią umiarkowanie ambitnej rozrywki „Syreni śpiew” umacnia wszelkie podskórne lęki i stereotypy dotyczące mniejszości seksualnych, jakie mogą pokutować w wyobraźni czytelnika. Właśnie skupianie się na popularnych, acz często nieprawdziwych wyobrażeniach najbardziej zniechęciła mnie do tej książki. Mam wrażenie, że autorka nie zadała sobie trudu, by zgłębić środowiska, które opisywała i wiedzę na ich temat czerpała jedynie z popkultury.

„Syreni śpiew” ma szansę spodobać się fanon drastycznych filmów typu „Piła”. Ale raczej fani kryminałów, którzy wychowali się na subtelnych intrygach i sympatycznych detektywach Agathy Christie, mogą poczuć się oszukani jednowymiarowymi postaciami i brakiem finezji autorki. W tej książce nie mają czego szukać również czytelnicy powieści w stylu cyklu „Millenium”, pragnący by rozrywka płynąca z ciekawej zagadki była sowicie doprawiona bieżącymi tematami społecznymi. Mam wrażenie, że ta książka nie wpisuje się ani w klasykę gatunku, ani w najnowsze trendy.

Katarzyna Krawczyk

Ocena: 1/5

Autor: Val McDermid

Tytuł: Syreni śpiew

Wydawnictwo: Prószyński i ska

Liczba stron: 408

Data wydania: 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *