Piraci z Karaibów 4 – Na nieznanych wodach

Kolejna odsłona przygód wesołego pirata Jacka Sparrowa jest równie zabawna, co poprzednie. Kontynuuje wątek zasugerowany na końcu poprzedniej części, czyli historia koncentruje się na poszukiwaniu Fontanny Młodości. Powraca kilka postaci z poprzednich filmów, ale pojawi się sporo nowych, w tym typowa femme fatale Angelica. Trzy grupy chcą znaleźć magiczne źródło wiecznego życia: Hiszpanie; Anglicy, dla których to zadanie wykonuje kapitan Barbossa; oraz postrach siedmiu mórz Czarnobrody. Jack, oczywiście, nie stoi po żadnej ze stron tylko gra we własną grę, pilnuje swoich interesów. I robi to z typowym dla siebie wdziękiem i sprytem.

Nie będę zdradzać za dużo fabuły, bo częścią zabawy jest oczekiwanie na to, co Jack znowu wymyśli i natychmiast wprowadzi w życie. Mocną stroną filmu są wszystkie dialogi, w których bierze udział główny bohater. Słabą wszystkie pozostałe. Sparrow ciągnie cały ten film, jak lokomotywa, inaczej chyba nie dałoby się go oglądać. Nigdy nie wciągnęłam się w te serię, ale potrafię zrozumieć, czemu stała się takim hitem. Nie jestem fanką Johnnego Deppa, nie uwielbiam Jacka Sparrowa, ale doceniam tę postać za jej oryginalność. Znam wiele osób, które lubią złych bohaterów, gdyż są ciekawsi od tych dobrych. Często można również spotkać się z wypowiedziami aktorów, że złe postacie są ciekawsze, dają większe możliwości, można sobie na więcej pozwolić kreując je. Nie twierdzę, że nigdy wcześniej w literaturze czy kinie, nie pojawiła się postać pokroju Jacka Sparrowa, ale pierwszy raz taki bohater przedarł się do głównego nurtu hollywoodzkiego, który jest bardzo konserwatywny i do bólu przepełniony schematami. Wesoły pirat nie jest typowym rycerzem na białym koniu, bohaterem pozytywnym, nie jest też przesiąkniętym nikczemnością okrutnikiem. Ma dużo wad, przede wszystkim egoizm, zawsze dba o swój interes, ale nigdy nie sprzyja negatywnym postaciom, a czasami wspiera pozytywne. Dużym plusem tej postaci jest też ekscentryczny styl mówienia, stój i sposób poruszania – na razie nie powstała inna postać tego rodzaju, która by zyskała podobną popularność.

Mimo solidnej obsady pozostałe postacie są słabo napisane i same ledwo dźwigają swoje sceny tytanicznym wysiłkiem grających je aktorów. Zupełnym nieporozumieniem jest doczepiony łzawy wątek miłosny pomiędzy mdłym młodzieńcem i bierną, wielkooką panną – najprawdopodobniej próbowano nim wypełnić lukę po Willu i Elizabeth z poprzednich części. Wprawdzie romans ma uzasadnienie w fabule filmu, ale niestety jest zbitką drętwych dialogów i przewidywalnych zdarzeń. Jeżeli ktoś uważał główną parę pierwszych trzech części za nudną i stereotypową, to ta nowa może przyprawić go o mdłości – moim zdaniem jest gorsza. Następnym, w moim odczuciu, nietrafionym pomysłem jest Angelica. Sama w sobie ładna i fajna babka, ale twórcy filmu próbują sugerować, że łączy ją jakieś głębsze uczucie z Jackiem. Moim zdaniem nie wyszło to przekonująco, gdyż zawsze uważałam głównego bohatera za samotnika, dla którego ważniejsze są przygody niż miłosne uniesienia. Mam na ten temat dwie teorie: albo wytwórnia Disneya chciała ustatkować Jacka, pokazać go w lepszym świetle, by lepiej dało się interpretować go jako postać pozytywną, w sytuacji, gdy nieskazitelny Will Turner zniknął z serii. Albo chciała ukrócić internetowe spekulacje na temat orientacji seksualnej kapitana Sparrowa.

Osobiście nieszczególnie podobał mi się ten film, z całej serii najbardziej przypadła mi do gustu trzecia część, a najnowsza wydaje mi się fabularnie dużo słabsza. Stylistycznie ma też mniej mroczny klimat, właściwie nastąpił powrót do korzeni. Fanom Jacka Sparrowa nie trzeba tego filmu polecać- najprawdopodobniej będą zachwyceni. Natomiast osoby, które polubiły poprzednich Piratów, raczej nie znajdą w tym filmie niczego, co by pozwoliło im się bardziej wciągnąć w tę serię.

Katarzyna Krawczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *