I miejsce w konkursie „Gdy demonem jest kobieta” – Nie pozwolę

Boże, jak gorąco!

Lidia Friedrich obracała kotlety na druga stronę, czując jak krople skwierczącej oliwy przeskakują z patelni na rękę. Temperatura na dworze sięgała ponad trzydzieści stopni w cieniu i nawet przy włączonym wiatraku oddychało się z trudem, nie mówiąc o dodatkowo bijącym prosto w twarz dymie z patelni.

Otarła z czoła grube krople potu. Kotlety już prawie gotowe, teraz ryż i sałatka. Musi się spieszyć, Greg wraca za jakieś dwadzieścia minut, a przecież mąż nie lubi podgrzewanego obiadu – szczególnie przypominał jej o tym, siniak na plecach, który po upływie dwóch tygodni przybrał kolor dojrzałego kiwi. Dostała wtedy zasłużoną nauczkę; od tamtego momentu nawet nie pomyślała o zbyt wczesnym przygotowaniu obiadu.

Lidia, siekając cebulę, przypominała sobie ich pierwsze lata małżeństwa. Łzy leciały z jej twarzy, nie tylko z powodu właściwości warzywa. To było tak dawno temu, czternaście lat! Wszystko wyglądało inaczej; ich związek wśród znajomych uznawany był za wzór. Greg studiował ekonomię, a Lidia zaczynała drugi rok polonistyki. Poznali się w jednym z klubów studenckich, już pierwszego wieczora idąc do łóżka. Dwa miesiące później, ówczesna studentka miała dowiedzieć się o małej Marcie, którą poczęła ta niezapomniana noc.

Greg był wtedy taki szczęśliwy! Przez dwa dni praktycznie w ogóle nie ruszali się z małego łóżka w ciasnym pokoiku, który wynajmowali od miłej staruszki, pani Witt. Przyszły mąż szeptał wtedy czułe słówka, obiecując, że już zawsze będą szczęśliwi. Że będzie jak w bajce.

Po drugim roku rzuciła studia, na rzecz opieki nad Martą. Greg zaczął pracę jako doradca finansowy w małym – zarówno wielkością, jak i wysokością wynagrodzenia – banku, w którym wciąż pełnił ten sam etat. Lidia widziała jak przez lata mąż popadał w coraz gorsze załamanie nerwowe, nie mogąc z tym nic zrobić. Greg odrzucał jej prośby o rozmowę z terapeutą, początkowo jedynie grzecznie odmawiając. Teraz nawet nie pomyślałaby o tej propozycji, ze zwykłego strachu.

Pierwszy raz uderzył ją dwanaście lat temu, kiedy wracali z imprezy u przyjaciół. Ledwo utrzymujący się na nogach Greg chciał wtedy zostać dłużej, mimo, iż wiedział, że następnego dnia musieli rano jechać z Martą, na kontrolę zdrowia. Mąż wsiadł do samochodu całkiem pokornie, jedynie bełkocąc sam do siebie jakieś nieartykułowane dźwięki. Dopiero kiedy weszli do domu, Greg nagle krzyknął, jak na jego ówczesny stan nadzwyczaj wyraźnie: „Ty dziwko!” i uderzył ją otwartą ręką w twarz. Lidia (Bóg wie za co) przeprosiła męża i położyła go do łóżka, całą noc nasłuchując jak rzyga do podstawionej miski.

Następnego dnia Greg zachowywał się, jak gdyby nigdy nic. Nie narzekał nawet na kaca i ból głowy. Lidia również postanowiła nie rozmyślać nad jego zachowaniem. Po prostu przebaczyła.

Teraz wyżywał się na niej nie rzadziej, niż raz w tygodniu. Lidia zawsze przebaczała. Tak samo, jak dwanaście lat temu. „Dziecko musi mieć ojca. Szczególnie w jej wieku.” – powtarzała sobie, w momentach załamania, których tak się wstydziła.

Sałatka skończona, ryż również. Wyjęła z lodówki zimne piwo, po czym spojrzała na zegarek. Za piętnaście piąta. Powinien już…

W brzuchu Lidii pojawił się znajomy ucisk. Przed dom właśnie podjeżdżał stary ford eskort combi. Greg przyjechał z pracy.

– Cześć kochanie. – powiedziała, kiedy wszedł do domu. – Obiad już gotowy. Kotlety schabowe, ryż i sałatka. Jak było w pracy?

Mężczyzna zdjął marynarkę i poluźnił krawat. Po nienawistnym wzroku i zaciśniętych zębach męża, Lidia rozpoznała, że powiedziała coś, nie tak.

– Mówiłem ci, kurwa, że masz więcej nie pytać o robotę. Co może być nowe po piętnastu latach w tym samym gównie?! Co?! – wykrzyczał, opluwając sobie podbródek.

– Przepraszam, kochanie.  Zapomniałam – odparła cicho.

Greg popatrzył jeszcze chwilę na żonę, po czym usiadł przy stole, otwierając puszkę z piwem i jednocześnie wbijając widelec w kotleta.

– Won – powiedział po chwili. Lidia wyszła bez słowa.

Ciekawe co robi Marta, myślała, siedząc w pokoju gościnnym i zmieniając bez celu kanały telewizora.

Lidia wielokrotnie powtarzała sobie, że ich córka jest już w wieku młodzieńczym i nie należy ingerować w jej życie prywatne. Jednak nieobecność córki, nierzadko do późnej nocy, spędzała sen z powiek. Zwłaszcza po ostatnim wybryku.

Było to jakieś trzy tygodnie temu. Lidia czytała swój ulubiony tomik poezji Miłosza, kiedy zadryndał telefon. Jak się okazało, dzwoniła dyrektorka gimnazjum, do którego chodziła Marta, informując, iż  córka wpadła w tarapaty i prosząc o jak najszybszy przyjazd. Lidia już piętnaście minut później siedziała w autobusie do centrum, cała owładnięta najgorszymi myślami.

W gabinecie dyrektorskim znajdowali się dyrektorka, dwaj funkcjonariusze policji oraz Marta, wraz z trzema koleżankami. Znaleźliśmy je w parku, powiedział przysadzisty policjant, piły alkohol, w wydychanym powietrzu miały średnio po półtora promila. Obok nich na ławce znaleźliśmy flaszkę wódki.

Lidia już wtedy wiedziała, że nigdy nie zapomni sposobu, w jaki patrzyła na nią córka, tego dnia w gabinecie. Było to ten sam pusty, nie znający współczucia wzrok, jakim darzył ją od tak dawna Greg.

– To twoja wina! – krzyczała, po powrocie do domu. – gdybyś pozwalała mi wychodzić na dłużej, to nie musiałabym pić! Jak miałam inaczej dać się polubić? Nie wiesz nic, idź stąd, daj mi spokój!

Lidia przeprosiła córkę, obiecując, że już więcej nie będzie jej kontrolować. „Młodzież musi się jakoś wyszaleć”, przypomniała sobie słowa jakiegoś specjalisty z radia. Nie zamierzała Marcie tego odbierać.

Na szczęście nikt nie zabroni jej się martwić.

– Lidka! – dobiegł ją krzyk z dołu. – Chodź tu!

Wyłączyła telewizor i zeszła, czując jak ucisk w brzuchu gwałtownie rośnie.

– Gdzie Marta? – spytał Greg.

– Nie wiem, kochanie, nic nie mówiła.

– A kiedy będzie?

– Nie wiem.

– Podaj mi piwo.

Lidia wiedziała, że będzie ją bił. Robił to zawsze, gdy byli sami w domu. Kobieta pocieszała się tym, że Greg przynajmniej maskował swój prawdziwy charakter przed Martą.

Wyjęła puszkę z lodówki i położyła przed nim na stole.

Greg wypił duszkiem niemal całe piwo, po czym wstał, mierząc ją obłąkanym wzrokiem i uśmiechając się lekko, jakby za chwilę mieli pobawić się w łaskotki.

W tym samym momencie w oknie zobaczyli idącą przez podwórko Martę. Lidia odetchnęła, w duchu dziękując Bogu.

– Cześc mała – powiedział Greg, uśmiechając się szeroko. – Jak minął dzień?

– Cześć tatusiu. Dobrze, dostałam czwórkę z biologii. A tobie?

– Dobrze, dziękuję.

– Hej, Marta – przywitała ją Lidia.

– Hej – odpowiedziała cicho, nawet na nią nie patrząc.

– Lidka,  poszłabyś na górę, zobaczyć, czy tam cię nie ma, okej? Musimy sobie z małą trochę pogadać o tym i o tamtym. Zrobiłaś obiad, więc już cię na dzisiaj starczy, co nie, malutka?

Marta skinęła głową, promieniście uśmiechając się do ojca.

Lidia czuła jak łzy mimowolnie wypływają jej z oczu, kiedy szła po schodach, odprowadzana salwą śmiechu rodziny. „Gdzie popełniłam błąd? Boże, gdzie?” pytała w się w myślach.

 

Pogłośniła telewizor, żeby nie słyszeć mieszaniny basowych śmiechów Grega i radosnych pisków Marty. Zawsze tak robili przy obiedzie; przez około pół godziny Lidia nie mogła dawać znaku życia, by nie popsuć im zabawy.

Lidia nawet nie pamiętała, kiedy ich córka zaczęła przechodzić na stronę męża, traktując ją coraz bardziej jak wroga. Oczywiście działo się to między innymi za sprawą  tych wspólnych obiadków, podczas których Marta zapewne żaliła się ojcu, jaka mama jest niedobra, a Greg potwierdzał to, odwołując się do własnych przykładów z małżeństwa. W konsekwencji dziewczyna była wręcz zapatrzona w tatusia, który wykorzystywał to uczucie, do podbudzania nienawiści do matki.

Nie mów tak! Skarciła się w myślach. Po prostu rozmawiają, nie ma w tym nic złego…

W telewizorze właśnie zaczynał się program rozrywkowy, w którym do studia zapraszane są osoby wyrażające chęć opowiedzenia o czymś ważnym lub pokazania swojej niezwykłości. Temat dzisiejszego odcinka brzmiał: „Bił mnie!”. Lidia jeszcze zwiększyła głośność. Zwykle nie oglądała tego typu programów, jednak ten tytuł mimowolnie przykuł jej uwagę i wzbudził ciekawość.

Pierwszym gościem była młoda dziewczyna, kończąca właśnie liceum. Na włosach miała widoczną perukę, a jej głos był specjalnie modulowany. Mówiła, o tym, jak po śmierci matki została sama z ojcem, który już w dwa miesiące po żałobie zaczął notorycznie ją gwałcić i bić. Teraz mieszka u przyjaciółki, gdzie nareszcie może w spokoju uczyć się do matury. Powiedziała, że nie widziała ojca już ponad miesiąc.

Jako druga głos zabrała kobieta mniej więcej wieku Lidii. Opowiadała o starszym bracie, który bił ją, kiedy przychodzili do niego koledzy. Chłopak miał krzyczeć „Patrzcie, kto rządzi w tym domu. No, dalej Sylwia. Powiedz, kto rządzi. No?”, po czym uderzał ją mocno w twarz. Oczywiście rodzice do tej pory myślą, że Sylwia była po prostu nadpobudliwym dzieckiem i przez ciągłe szczeniackie wygłupy rozbijała sobie twarz i siniaczyła całe ciało.

Kiedy przyszła pora na pierwsze pytania od osób zasiadających na publiczności, jakiś młody mężczyzna zapytał: „Mówicie takie straszne rzeczy. To jest dla zwykłego człowieka wręcz niewyobrażalne, a żadnej z was nie uleciała nawet jedna łza. Może jestem jakiś inny, ale uważam, że to dziwne…”

Usta Lidii mimowolnie wykrzywiły się w grymasie, mogącym przypominać uśmiech. Doskonale znała odpowiedź na to pytanie.

– Jeżeli przeżywa się takie upokorzenia w życiu, proszę pana, wtedy już prawie nic nie wygląda na warte ronienia łez. – odparła dziewczyna kończąca liceum, tonem mrożącym krew w żyłach.

Trafiłaś w samo sedno, pomyślała Lidia.

Następnie, dwie inne kobiety opowiadały o swoich perypetiach; jedna z nich przytoczyła historię bardzo podobną do tej, którą Lidia wciąż przeżywała, choć nieco szczęśliwszą. Mąż tamtej pani w końcu popełnił samobójstwo. Greg by tego na pewno nie zrobił.

W końcu przyszedł czas na opinię psychologa rodzinnego. Była to szczupła kobieta o śniadej cerze i zawiązanych w warkocz blond włosach. Lidia notowała w umyśle każde jej słowo, czując coraz większe ciarki na ciele.

– Chciałam o coś panie zapytać – zaczęła psycholożka – Czy pamiętacie jeszcze czasy, kiedy byłyście młodsze, kiedy wasze życie było takie beztroskie i cudowne? Po reakcji widzę, że owszem. – teraz zwróciła się do widowni. Jej wzrok był bystry i wiercący – Proszę państwa, życie, które każdy z was wiedzie, jest dla tych kobiet rajem. Czymś zapomnianym i zbyt pięknym, by było prawdziwe. One już od wielu lat są poniżane. Nie zdają sobie sprawy, że można być w tym wieku szczęśliwym, czy chociażby, że seks może dawać przyjemność. A wszystko przez grupę bydlaków, którzy od przynajmniej kilku lat powinni siedzieć.

– Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie są panie jedynymi przypadkami gwałtów i pobić. Prawdopodobnie przed telewizorem siedzi co najmniej kilka kobiet z podobnymi problemami. Mam do was wszystkich prośbę, drogie panie – spojrzała prosto w kamerę. Mówiła powoli i dobitnie. – Wiem, że wasz koszmar nigdy się nie skończy. Wiem, że w snach wciąż będziecie widywały te wszystkie upokorzenia. Z tym nie da się nic zrobić. Jednak chcę was poprosić o jedno, nie tylko jako psycholog, ale i jako kobieta. Nie dajcie się. Nie pozwólcie, by te sukinsyny dalej niszczyli wasze życie. Jest…

Lidia wyłączyła telewizor, bojąc się dalszych słów. Podczas całego programu czuła się jak w transie, patrząc na kolejne ofiary przemocy mężczyzn, jak na swoje mniej lub bardziej podobne odbicia. Słowa psycholożki skakały w jej głowie jak piłeczka kauczukowa ,,Nie pozwólcie, by te sukinsyny dalej niszczyli wasze życie”.

Z dołu dobiegał jedynie barwny głos komentatora sportowego. Greg – zapewne już pijany – oglądał mecz. Lidia, sama nie wiedząc czemu, poszła po cichu do pokoju Marty. W środku nikogo nie było. Zostali sami.

Odkąd wyłączyła program, czuła jakby przez jej ciało przechodziły hordy mrówek. „Nie pozwólcie…”

Usiadła na fotelu i włączyła wiatrak. Za oknem już powoli się ściemniało, jednak powietrze wciąż było ciężkie i duszące.

Lidia próbowała wymazać z głowy ostatnie dwie godziny. Wypowiedzi tamtych kobiet, a szczególnie pani psycholog, powoli wydawały się zmieniać jej pogląd na Grega, ich związek, a nawet na Martę. Nie chciała się do tego przyznać, ale tak, pragnęła z tym skończyć.

Włączyła radio, mając nadzieję, że muzyka odgoni te chore myśli. Od razu po przełączeniu gałki na przycisk „ON” usłyszała męski głos, mówiący: „Kobiety od zawsze w naszej historii były deklasowane. Teraz jednak powoli się to zmienia. Są mocniejsze i nie pozwalają, nam facetom, na odgórne traktowanie – Uważa pan, że to dobrze? – Zapytał głupio drugi głos, zapewne prezentera,. Oczywiście, odparł ten pierwszy, kobiety w gruncie rzeczy są bardzo silne i jestem jak najbardziej za pełnym równouprawnieniem. Z resztą wszyscy, którzy kiedykolwiek byli w związku z jakąś panią, wiedzą, że nie można z nimi pogrywać. – zaśmiał się.

Lidia wyłączyła radio. Mimo rozpalonego ciała, w środku czuła chłód. Włosy na jej rękach stały dęba. Gdy myślała o tym, że na dole siedzi pijany Greg, człowiek który już od dwunastu lat notorycznie ją bił i wyzywał od najgorszych szmat, drżały jej ręce i po całym ciele przechodził prąd.

„One już od wielu lat są poniżane”, ,,Nie pozwólcie, by te sukinsyny dalej niszczyli wasze życie”.

„…nie można z nimi pogrywać”.

W tym momencie przez głowę Lidii przeszedł błysk, niczym przecinający niebo piorun. Wszystko stało się jasne. Normalne. Przejrzała na oczy.

Najpierw objęła dłońmi swoją twarz, przejeżdżając od podbródka, do czubka głowy. Czy istniało jakieś miejsce, w które ten bydlak jeszcze nie uderzył?

Kiedy złapała się za zasiniaczone plecy, była już pewna.

– Nie pozwolę. – powiedziała cicho, lecz z pełną determinacją.

Podeszła do swojej nocnej szuflady i wyciągnęła rewolwer, który leżał tu na wypadek włamania. Miała użyć go pierwszy raz w życiu. Bębenek był pełny.

– Nie pozwolę, nie pozwolę, nie pozwolę, – powtarzała, wolno schodząc po schodach. Ręce jej się trzęsły, jednak w ogóle tego nie czuła.

„Co za piękna akcja, a tak nie wiele brakowało, by gospodarze objęli prowadzenie.” Krzyczał podekscytowany komentator. Zapach piwa nasilał się z każdym stopniem.

Telewizor grał tak głośno, że Greg nawet nie zauważył, jak Lidia podchodzi do kanapy i podstawia rewolwer wprost do jego skroni.

Nie czuła, żalu, czy wyrzutów sumienia. W jej głowie przewijał się film z urywkami wszystkich upokorzeń, jakich uświadczyła przez Grega, niczym przerażający dramat.

,,Nie pozwólcie, by te sukinsyny dalej niszczyli wasze życie”.

Lidia skinęła głową.

– Nie pozwolę. – powiedziała.

Greg zdążył obrócić głowę na tyle, by kula przeleciała przez sam środek czoła, przebijając czaszkę na wylot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *