Gdy Słońce było Bogiem

Jest taki jeden weekend w roku na który czekam niecierpliwie. I z powodów prozaicznych – by zjeść przepyszną, ogromną pajdę chleba ze smalcem i zagryźć małosolnym ogóreczkiem i z przyczyn tych ważniejszych – by przez dwa dni przenieść się w czasy, kiedy Słońce było Bogiem.

Już po raz siódmy w klasztorze w Lądzie odbędzie się święto, na którym po prostu nie można nie być, czyli Festiwal Kultury Słowiańskiej i Cysterskiej w Ladzie. Po raz kolejny zatem będzie można zapomnieć o przyziemnych problemach i przenieść się w czasy średniowiecza, choć oczywiście ukazane tylko z tej jednej, romantycznej strony.

Dziś, w czasach pogoni za wszystkim, notorycznym brakiem czasu i fastfoodowym jedzeniem z trudnością można sobie wyobrazić, że kiedyś życie toczyło się całkiem inaczej. Kto teraz doceni smak wspomnianego przez mnie jeszcze ciepłego kawałka chleba ze smalcem? Prawdziwym smalcem, nie tym z marketu! Ze skwareczkami, lekko posolonego i z obowiązkowym ogórkiem. Ślinka mi cieknie juz na sama myśl o przyszłej sobocie.

A kiedy juz podjemy sobie smacznie, możemy zapoznać się z rzemiosłem średniowiecznym. Na naszych oczach powstają ozdoby, broń, możemy obejrzeć, jak przebiegały prace ówczesnych rolników, zwiedzić specjalnie wybudowane średniowieczne grodzisko… Atrakcji multum!

Kto widział, jak się wytapia żelazo w dymarce? Niesamowita rzecz. A przecież samo wytopienie to dopiero początek trudnej drogi, takie żelazo należy jeszcze wykuć, uformować i sprzedać. Nie zabraknie zatem zapewne na festiwalu kowali (naprawdę, warto popatrzeć na ich pracę by zrozumieć, dlaczego kowal musi mieć krzepę) i oczywiście kupców. A do czego i komu służyła broń również się przekonamy. Inscenizacja zdobycia grodu przez średniowiecznych rycerzy powala z nóg.

A jeśli ktoś potrzebuje wyciszenia, warto wejść do klasztoru Cystersów i choć przez te kilka godzin, niezależnie od tego, w co się wierzy, po prostu się wyciszyć. Albo na seansie, obrazującym życie chyba jednego z najcięższych klasztorów (bracia Kartuzi) albo słuchając wspaniałej, starodawnej muzyki, która w murach klasztoru brzmi po prostu niesamowicie. Albo też po prostu przysiadając na ławeczce i spoglądając na wspaniale, klasztorne wnętrze.

Na festiwalu każdy znajdzie coś dla siebie. I wielbiciele muzyki, i rodzice z dziećmi, i miłośnicy pysznego jedzenia… Oczywiście można zaopatrzyć się w ręcznie wykonywane wyroby, biżuterie, jakiej próżno szukać w sklepach, czy jedyne w swoim rodzaju pamiątki.

Ale jak dla mnie największą pamiątką jest fakt, iż mogę w czymś takim uczestniczyć. Nagle, przekraczając bramę, wchodzę w inny świat. Oczywiście, cywilizacja natrętnie wtrąca się nawet w ten festiwal, atakując balonami, goframi i dmuchanymi zamkami, na szczęście bez problemu mogę znaleźć kącik, w których tych szkaradzieństw nie ma. A potem wziąć łuk i spróbować trafić do tarczy. I potem cały dzień zastanawiać się, w jaki sposób taki łucznik potrafił trafić z odległości pięćdziesięciu metrów w coś większego niż stodoła. uwierzcie, to wydaje się absolutnie niemożliwe.

A na wieczór, przy świetle z ognisk, posłuchać muzyki, jakiej próżno szukać w stacjach radiowych czy sklepach. Zanurzyć się na chwilę w tym, co minęło. Wiem, że liczy się to, co tu i teraz. Ale czyż nie lubimy czasem odwracać stron księgi z wspomnieniami z naszej młodości? Festiwal w Lądzie jest taką właśnie zapomnianą księgą. Te czasy nie wrócą, ale czy powinniśmy o nich zapominać?

Robert Rusik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *