IV miejsce w konkursie – Litość jest zabroniona

Promienie słońca rozświetliły jej spojrzenie, tworząc złudzenie łagodności. Niesforne loki zmieniły się w migotliwą aureolę. Nadały mojemu oprawcy wygląd upadłego anioła. Cóż za ironia, bestia poskromiona boską siłą przez jeszcze większego potwora. Och, przepraszam, potwora tylko w połowie… Krążyła po klatce swojego pokoju już od paru godzin. Ciągle te same pięć kroków, w nieskończoność. W końcu przypomniała sobie o moim istnieniu. Uklękła na zakurzonej podłodze i wyciągnęła do mnie swoją smukłą dłoń, napawając się moją bezsilnością.

– Zmień się.
Nie krzyknęłam. Nigdy nie krzyczałam. Jestem silna. Zawsze byłam.
Już niedługo…

I
Wtedy chyba po raz pierwszy zapukała do moich drzwi.
Wcześniej nigdy nie bała się przyjść bez zapowiedzi. Przecież mój dom był jej domem. Od zawsze. Nie chodzi o to, że się przyjaźniłyśmy. Po prostu miałyśmy trzymać się razem. Tak postanowiono. Dla mnie sprawa była jasna – rozkaz to rozkaz; rozkazy się wypełnia. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach złości się o to, że słońce wschodzi i zachodzi? Może… Ale przecież nie próbuje tego zmienić.
Jednak Nina, ta ciemnowłosa, złotooka piękność, była szalona. Nigdy nie słuchała rozkazów. Gardziła nimi. Gardziła mną. Za bezkrytyczny konformizm, jak sama mówiła. Jednak myślę, że po prostu zazdrościła mi życia bez żadnych wątpliwości. Chociaż, oczywiście, nigdy by się do tego nie przyznała. Chciała być silna. Najsilniejsza… Dlatego, gdy niebo przecięła błyskawica, a ona się wzdrygnęła, już wiedziałam, że coś się stało. Nina, jaką znałam, nigdy nie pozwoliłaby sobie na okazanie słabości. Nie wyglądałaby na zaszczutą. Patrzyłaby mi prosto w oczy. I nigdy, przenigdy, nie wyszeptałaby tak ważnej wiadomości.
– Jestem w ciąży.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Nie słyszałam, żeby kogoś miała, a tym bardziej, żeby wzięła ślub. Chociaż, nie takie rzeczy się zdarzały… Zresztą, dziecko to dziecko. Nikt nie będzie miał do niej pretensji. Zawsze było nas za mało, by ściśle trzymać się tradycji.
– Gratuluję. Rodzice się ucieszą – mówiłam to zupełnie bez ironii.
– Nie rozumiesz – pokręciła głową – Ja nie chcę urodzić.
Domyśliłam się, dlaczego.
Mogłam w tym momencie zrobić wiele rzeczy. Chociażby wyrzucić ją ze swojego domu. I natychmiast zapomnieć. Jednak nie, moje idiotyczne zasady mówiły, że każde życie jest święte. Podjęłam decyzję; jedną z tych, które pozostają w pamięci dźwiękiem zamykającej się pułapki.

II
Kilka lat później tłumaczyłam swojej córce, że istnieją te mamusie od brzuszka i te od serca; że wybrałam ją spośród tysięcy innych ślicznych dziewczynek. Nawet nie wiedziałam, że potrafię tak pięknie kłamać… Jednak wtedy zdążyłam już pokochać Mimi. Miłością bezwarunkową i bezkrytyczną. Byłam gotowa zabijać w jej obronie. Zresztą, taka możliwość była bardzo prawdopodobna. Ktoś mógł mi łatwo odebrać mój ciemnowłosy, złotooki skarb. Była taka krucha… Kiedy tworzyłam dla niej te wszystkie iluzje, leżała w szpitalu, w plątaninie rurek i przewodów. Po raz trzeci w tym miesiącu. Gdyby ktoś chciał jej śmierci… To nie byłoby trudne. Kolejna choroba, tym razem śmiertelna. Kondolencje, idiotyczne pytania i szybki pogrzeb. Trumna maleńka jak kołyska. Ona, w białej sukience, jak przy pierwszej komunii…
– Dlaczego masz takie dziwne oczy, mamusiu? – spytała zaspanym głosem.
– Po prostu martwię o ciebie, kochanie.
Nie skłamałam, ale też nie powiedziałam prawdy… Kolejna decyzja; kolejna droga ucieczki zamknięta.

III
Kiedy któregoś razu spóźniała się do domu, szalałam z niepokoju. Chodziłam od drzwi do drzwi, czując, jak bestia, którą jestem, próbuje się uwolnić. Nasłuchując jej kroków. Kilka razy wyjmowałam telefon, ale bałam się zadzwonić. Do czego to doszło – ja, wojowniczka, zastraszona przez zbuntowaną nastolatkę… Zostałam jej służącą, jej pupilkiem. Byłam silniejsza, musiałam ją chronić. To przecież nie jej wina, że jest mieszańcem; że ma tylko połowę naszej siły. O takich jak ona powinno się dbać. Ale jak długo? Przecież była już prawie dorosła. Niedługo miałam ją stracić… Wiem, że zasługiwała na swoją szansę. Beze mnie. Powinnam była odejść. Dać się im odszukać. Zacząć nowe, właściwe życie. Wchodzić bez pukania do domu Niny. Bawić się z jej dziećmi.
Powinnam zrobić wiele rzeczy. Zostałam. Ostatnie elementy układanki znalazły się na swoim miejscu… Zagrzmiało. Raz, później drugi. Do naszego domu zbliżała się burza. Mimi ją wyprzedziła. Moja córka… Chociaż chyba już nie moja. Zmieniła się, a ja tego nie zauważyłam. Rodzice chyba nigdy nie dostrzegają takich rzeczy.
– Kim jestem? – spytała
– Moją… moim życiem.
Prychnęła pogardliwie.
– Nie o to pytam. Jestem mieszańcem? Kundlem? – nie czekała na odpowiedź – Wiesz, kundle mają to do siebie, że są bardziej odporne. I dlatego powinniśmy rządzić. Bo wy jesteście tacy nudni. Albo honor, albo śmierć. Albo człowiek, albo bestia… My jesteśmy lepsi.
– Chroniłam cię, Mimi. Dbałam o ciebie. I nigdy, nie myślałam, że jestem od ciebie lepsza.
– Och, dziękuję. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna – w jej oczach coś się zmieniło – A teraz na kolana.
Uklękłam. Nie potrafiłam inaczej.
– Nikt ci nie pomoże, wiesz? A tak przy okazji, od dzisiaj panują nowe zasady… Zasada numer jeden: litość jest zabroniona.

– Zmień się – powiedziała, nawet na mnie nie patrząc.
Uśmiechnęłam się po raz pierwszy od bardzo dawna. Jeżeli można było to nazwać uśmiechem…
– Nie.
Odwróciła się, a w jej ślicznych oczach zobaczyłam strach.
– Zmień się!
Nic się nie stało, a jej strach zmienił się w panikę. Zaczęła uciekać. Złapałam ją bez trudu.
– Nie rozumiesz, prawda? Taka śliczna, a taka głupia. To zawsze chodziło o moc. I o nic więcej. Gdyby chodziło o siłę, to ty klęczałabyś przede mną. Gdyby chodziło o dumę, ludzie klękali by przed nami. Ale nie. Liczy się tylko moc. A ty swoją zmarnowałaś. I już nie będziesz mieć jej więcej. Bo jesteś wybrykiem natury.
– Tak samo jak ty!
– Może… Ale to my przetrwamy. Przecież to nie jest wasz pierwszy bunt, skoro kazali was zabijać.
– Może… – zrozumiała, że teraz to jej nikt nie pomoże – Przepraszam, mamusiu.
– Nie jesteś moją córką. Umarłaś. Ja też umarłam. Jeżeli coś może nas zabić, to tylko niewola. Albo srebrne kule. Co wolisz?
Nie odpowiedziała. Zaczęła płakać, kiedy zabrałam jej pistolet, ale nie błagała mnie o nic.
– Wiesz, litość jest zabroniona – odepchnęłam ją – Ale miłość nie.
Nie wiedziałam, że śmierć tak bardzo boli.

KONIEC

0 thoughts on “IV miejsce w konkursie – Litość jest zabroniona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *