Tadaaaaaaam!

Statystyki wskazują, że – poza googlowym botem – ktoś tu zagląda.

W zeszłym roku przeczytałam 64 książki. Żadna z nich nie została zrecenzowana, choć kilku autorów powinno dostać solidne baty. Trochę szkoda. Nie tych batów oczywiście, ale tego, że potencjalny odbiorca tych tytułów nie dowie się, że powinien je omijać.

I choć mój ulubiony serwis z ocenami książek, daje możliwość szybkiej oceny sytuacji, o tyle, bywa i zawodny, zwłaszcza przy mniej znanych tytułach, gdzie głosuje sam autor z kilku kont.

Dlatego prenumeruję przez RSS sporo blogów o książkach. Autorzy bywają różni – jedni krótko i na temat, inni rozkładają bohatera na części pierwsze i nie pozostawiają już żadnej radości z obcowania z książką. Streszczają fabułę, a nie recenzują.

Abyś miał więcej czasu na obcowanie z książką, postaram się pisać krótko. Ani ze mnie literat, ani recenzent. Zachęcić lub odradzić. I wykorzystać naszą starą, cenioną markę „Apeiron Magazine”, która jest gwarancją, że piszący tu autorzy nie uprawiają kryptoreklamy w zamian za paczkę dropsów.

* fot. Florin Gorgan, Flickr